Strony

2014-11-23

Porównanie podkładów- Iwostin, Maybelline, Avon, Rimmel.


Bardzo długo szukałam podkładu idealnego i... nie znalazłam. W moim przypadku podkłady sprawdzają się różnie, w zależności od pory roku i stanu mojej skóry. Myślę, że najlepszym wyjściem jest posiadanie dwóch/trzech podkładów, po które sięga się w zależności od temperatury, pogody i efektu jaki chcemy osiągnąć.


Matujący podkład z Avonu.
Trwałość- dość długo utrzymuje się na twarzy. Około 7 godzin spokojnie wytrzyma. Zdecydowanie lepiej niż Affinitone spisuje się w czasie upałów, jednak także nie są to rewelacyjne efekty. 30 stopniowe upały pokonają każdy znany mi podkład ;)
Kolory- w katalogu mamy 5 odcieni. Jestem posiadaczką Ivory, czyli najjaśniejszego. Według mnie podkład wcale nie jest taki jasny, lekko ciemnieje na twarzy, wpada troszkę w pomarańczowy, co nie zawsze wygląda korzystnie.
Efekty na skórze- jak na podkład matujący spisuje się całkiem dobrze. Oczywiście nie utrzyma matu przez cały dzień, ale przez kilka godzin na pewno. Niestety nie zapewnia efektu gładkiej promiennej skóry. Mat to mat i koniec. Efekt jest więc dość płaski. Nie nadaje się dla osób z dużą ilością niedoskonałości, ponieważ nie kryje zbyt dobrze. Podkreśla nierówności skóry, wysuszone miejsca.
Konsystencja- trochę bardziej gęsty niż Affinitone, trzeba bardzo szybko rozprowadzić na twarzy, ponieważ szybko zasycha. Może przez to tworzyć smugi.
Cena- nie pamiętam. Chyba około 30 zł, ale bardzo często jest przeceniony,
Podkład dostaje ode mnie 4.


Podkład matujący, trwale kryjący Iwostin. Pisałam już o nim na blogu, jednak po kilku miesiącach używania, zmieniłam o nim zdanie.
Trwałość podkładu- zostaje na twarzy przez jakieś  7 godzin. Lepiej sprawdza się zimą ze względu na swoją gęstą konsystencję, chociaż latem dość dobrze matuje. Z drugiej strony latem wolę zdecydowanie podkład z Avonu. Iwostin jest bardzo wyczuwalny na twarzy.
Kolory- wybór kolorów jest bardzo słaby, kiedy byłam w aptece, dostępne były tylko 3 odcienie. Kupiłam podkład w kolorze Jasnym. Naturalny jest zdecydowanie za ciemny, natomiast ciepły beż to w ogóle nie moja bajka. Po kilku godzinach najjaśniejszy odcień zaczyna przeradzać się w dojrzałą pomarańczę ;[
Efekty na skórze- hmmmm..... nie przepadam za tym podkładem. Przez kilka godzin faktycznie matuje, pózniej skóra traci mat. Dość dobrze kryje. Nie podkreśla niedoskonałości. Podkład ma za zadanie zmniejszać pory, czego oczywiście nie robi. W żaden sposób nie zapobiega także powstawaniu zmian trądzikowych. Ostatnio mam także wrażenie, że przez swoją ciężką konsystencję blokuje pory,
Konsystencja- gęsty, gęsty, bardzo gęsty! Nie znoszę takiej konsystencji. Trudno się rozprowadza, maże się, szybko zasycha. Trzeba naprawdę długo go rozprowadzać, żeby uzyskać normalny efekt, Do tego ma naprawdę bardzo brzydki zapach :(
Cena- kiedy kupowałam podkład kosztował około 30 zł.
Oceniam na 3+. Nienawidzę jego gęstej konsystencji i zapachu.



Najlepszym podkładem na jesień/wiosnę i lekką zimę jest dla mnie Affiniton- Maybelline.
Trwałość podkładu- dla mnie naprawdę w porządku. Spokojnie wytrzymuje około 8 godzin, a nawet dłużej. Na twarzy nie robią się plamy, prześwity. Nie nadaje się raczej na upały, wówczas łatwo się ściera, a twarz bardzo szybko się po nim błyszczy. Jesienią jest dla mnie idealny :)
Kolory- Maybelline zaserwował nam duży wybór. Sama używam podkładu w kolorze Light Sand Beige 03. Nie ciemniej na twarzy, jest to dość uniwersalny kolor. Mam wrażenie, że posiadaczki jasnej skóry jak i dziewczyny o bardziej śniadym kolorze łatwo znajdą odcień dla siebie.
Efekt na skórze- podkład według producenta  zawiera w sobie perełki, które mają dawać wrażenie promiennej cery i idealne wykończenie. Początkowo byłam przekonana, że to bzdura. Robiąc swatche na ręcę, po delikatnym roztarciu podkładu, w sztucznym świetle, da się zauważyć, że podkład jest lekko opalizujący, widać taki delikatny różowy blask. Nie znaczy to wcale, że nasza twarz jest po Affinitonie różowa. Według mnie podkład daje piękny, zdrowy odcień skóry. Nie jest to podkład matujący, wykończenie jakie daje jest świetliste.  Affinitone naprawdę ładnie kryje, nie tworząc przy tym efektu maski.  Nie wysusza skóry, lekko ją nawilża. Mimo, że mam skórę tłustą, jestem z niego zadowolona. 
Konsystencja- podkład jest bardzo wodnisty, czyli taki jak lubię. Po przechyleniu tubki trzeba uważać, ponieważ może się wylać. Dzięki swojej wodnistej konsystencji bardzo łatwo się rozprowadza, nie zasycha szybko, nie tworzy smug.
Cena- hmm kosztuje od 18 (w promocji) do około 25 zł. Cena jest więc niewysoka.
Dajemy 5-! Świetny podkład :)

Rimmell Lasting Finish- Moje najnowsze odkrycie.
Trwałość podkładu- w porównaniu z moimi pozostałymi podkładami jest raczej średnia. Nie polecam dotykać twarzy, podkład łatwo się ściera.  Około 6 godzin wytrzyma, ale podejrzewam, że w lato nie da sobie rady.
Kolory-wreszcie znalazłam jasny odcień! Obecnie jestem przerażająco blada, także każdy podkład jest dla mnie za ciemny. Wybrałam odcień Light Porcelain. Oczywiście na twarzy lekko ciemnieje, mam wrażenie, że niestety po kilku godzinach lekko wpada w różowy. Mimo wszystko jest moim najjaśniejszym podkładem i nie odznacza się bardzo na twarzy.
Efekt na skórze- jest genialny! Pierwszy podkład, który jest dla mnie jak krem nawilżający. Nie wysusza, skóra nie jest ściągnięta. według producenta podkład ma dawać efekt nawodnionej i nawilżonej skóry i według mnie tak własnie jest. Bzdurą totalną jest natomiast zapewnienie producenta o 25 godzinnej trwałości podkładu. Nie zapycha, dość dobrze kryje, chociaż Affinitone jest pod tym względem troszkę lepszy.
Konsystencja- Jest bardziej gęsty niż Affinitone, nie wylewa się z tubki, ładnie się rozprowadza.
Cena- Hmmm zupełnie nie pamiętam, muszę sprawdzić w Rossmannie, ale podejrzewam, że nie jest drogi.
Oceniam na 5-/4+. Szkoda, że nie utrzymuje się na twarzy troszkę dłużej.



Chętnie wypróbuje inne podkłady, zależy mi szczególnie na czymś lekkim i niewyczuwalnym na skórze, ale zapewniającym dobre krycie. Macie jakieś propozycje? 

2014-11-11

Egzamin zdaje... róż Sleek- Rose Gold.


Nastał dzień, w którym mogę napisać post! Niestety kiedy wracam z pracy, światło jest już zbyt słabe, żeby zrobić dobre zdjęcia. Weekend tez miałam zajęty, ze względu na odwiedziny tajemniczego osobnika, który z pewnością zajrzy na mojego bloga ;D Osobniku możesz czuć się pozdrowiony! ;D Kilka dni temu dotarła do mnie paczka z kosmetykami. Cóż, musiałam jakoś uczcić fakt, że przedłużyli mi umowę w pracy ;p Tym razem wybór padł na Kosmetykomanię. Z zamówienia jestem jak najbardziej zadowolona, masa nowych produktów do wypróbowania i zrecenzowania. Niebawem na blogu pojawi się recenzja produktów Batiste, korektora i pomadki.  


Dziś róż ze Sleeka. Bardzo długo szukałam różu, który nie byłby matowy,  dawał ładne lekko satynowe wykończenie, ale nie posiadał brzydkich brokatowych drobinek. Oczywiście wielokrotnie krążyłam w Rossmannie niczym sęp, wokół półeczki z różami  Bourjois, jednak oszczędność (żeby nie powiedzieć skąpstwo xD) zwyciężyła. Zdecydowałam się na produkt Sleeka, po przeczytaniu wielu bardzo pozytywnych recenzji. 


Róż wygląda identycznie, jak na zdjęciach ze strony Kosmetykomanii. Kolor jest nieziemski ;D Brzoskwiniowo- różowy opalizujący na złoto, bez żadnych widocznych drobin. Nigdy wcześniej nie miałam takiego produktu. Otwierając pudełeczko, trochę się przestraszyłam, ponieważ kolor wydaje się baaaaardzo intensywny, niemal neonowy. Nałożony na twarz daje subtelny efekt, oczywiście należy uważać, żeby nie przesadzić. Używając różu ze Sleeka, można sobie zdecydowanie odpuścić rozświetlacz. Produkt daje piękne wykończenie i zapewnia świeży wygląd. Szczególnie w świetle słonecznym, świetnie widać trójwymiarowość koloru. Widziałam kilka recenzji porównujących produkt Sleeka z różem Nars- Orgasm i efekt jaki dają oba produkty jest prawie identyczny. Różnica jest taka, że Nars kosztuje kosmiczne pieniądze, Sleek natomiast jakieś 20 zł ;). 


Konsystencja różu nie jest sucha, mam wrażenie, że jest lekko mokry, nie pyli prawie w ogóle. Jest dość trwały, ale podejrzewam, że nie wytrzyma na twarzy całego dnia bez poprawek. Minusem jest pudełeczko, które strasznie trudno otworzyć. Czuję, że nie jeden paznokieć pożegna się z życiem, w trakcie jego otwierania ;) W pudełeczku mamy 8 g produktu, ważność to 24 miesiące od otwarcia. Początkowo miałam wrażenie, że Róż jest bardzo mały i z pewnością szybko się skończy. Porównując wielkość opakowania Sleeka z moimi innymi różami, Sleek wypada słabo. Podejrzewam jednak, że ze względu na moje oszczędne użytkowanie, zostanie ze mną znacznie dłużej niż 24 miesiące ;P


Plusy:

  • piękny kolor
  • daje świetne wykończenie, ożywia, rozświetla
  • bardzo przystępna cena
  • przyjemna konsystencja, nie pyli
  • lusterko w opakowaniu
Minusy:
  • opakowanie, które trudno otworzyć

Oceniam na 5-.

2014-11-02

Egzamin zdaje... Peeling Avon Planet Spa z ekstraktem z kawy.


Peeling z Avonu- to nie brzmi dobrze. Avon kojarzy mi się z przyzwoitej jakości kosmetykami kolorowymi i fajnymi produktami do mycia ciała. Ale peelingi? Żaden peeling z Avonu, który miałam do tej pory, nie był dobry. Zazwyczaj właściwości peelingujące były żadne, produkty bardzo trudno się spłukiwały, miały tragiczny skład i dziwną tłustą, oblepiającą konsystencję. Nic zachęcającego. Peeling z serii Planet Spsa dostałam od mamy, a ponieważ jestem fanką wszelkich kosmetyków z dodatkiem kawy, dałam mu szansę.


Otworzyłam tubkę spodziewając się zapachu prawdziwej kawy. Już wyobrażałam sobie niebiański aromat świeżo zmielonych ziaren, tymczasem doleciała do mnie chemiczna mieszanka zapachów, które z kawą niewiele mają wspólnego. Zrezygnowana, udałam się do kuchni strzelić sobie małą kawkę, która wynagrodziła mi chemiczny smrodek. Konsystencja peelingu także pozostawia wiele do życzenia- jest gęsty, dość klejący. Jeśli lubicie produkty z dużą ilością drobinek, mocno ścierających, nie polecam inwestować w ten peeling. Peeling mogę polecić osobom, które lubią produkty konsystencją przypominające gęstą ektoplazmę (if you know what I mean) ;D Ku mojemu zdziwieniu, w peelingu znajdziecie drobniutko zmielony gwiezdny pył. Jednym słowem- galaktyka stoi przede mną otworem! Co jak co, ale zawsze marzyłam o peelingu naładowanym złotym brokatem xD



Skupmy się na działaniu. Chemiczny peeling z ektoplazmą i gwiezdnym pyłem spisuje się dość dobrze. Także byłam tym zaskoczona. Skóra po użyciu peelingu jest gładsza. Co ciekawe, złote drobinki zostają na skórze! Daje to bardzo subtelny efekt, jednak jeśli dobrze się przyjrzymy, jest to widoczne. Niestety jako fanka mocnych zdzieraków, na pewno nie kupię tego produktu. To raczej ładnie wyglądający gadżet do łazienki, a nie dobrej jakości peeling,

Plusy:
  • ciekawe opakowanie
  • delikatnie wygładza
Minusy:
  • dla mnie zbyt delikatny
  • chemiczny zapach (gdzie ta kawa ja się pytam????!!!)
  • dziwna konsystencja
Oceniam na 3+.

2014-10-19

Egzamin zdaje... Intensywnie Regenerująca Maseczka Biovax.


Moje włosy są sianowate, napuszone, wysuszone, wypadają i się nie układają. Jednym słowem przechodzę teraz okres: NIE PATRZ NA MOJE WŁOSY BO ZAMORDUJĘ. Najchętniej obcięłabym je i problem z głowy. Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam? Kwestia lenistwa. Nie chce mi się iść do fryzjera ;] Od czasu do czasu przypominam sobie o różnych produktach do włosów. Właściwie nie mam już żadnej nadziei, że coś zadziała na mój puch. Przerobiłam już olejowanie, masę szamponów, masek, odzywek. Włosy nadal wyglądają paskudnie.

Biovax nie jest dla mnie żadną nowością. Kiedyś używałam serii z proteinami mlecznymi i wszystko było dobrze. Teraz Biovax Latte sieje spustoszenie na mojej głowie, dlatego postanowiłam przerzucić się na inny produkt. Takim sposobem w moje ręce trafiła maska do włosów suchych i zniszczonych Biovax.


Maska ma zapewnić:
-nawilżone, silnie zregenerowane włosy
-zamknięte łuski, nierozdwojone końcówki 
-zmniejszenie łamliwości włosów
-jedwabistą miękkość i połysk

Według mnie maska faktycznie nawilża włosy, lekko je wygładza. W dotyku są miękkie,  wyglądają lepiej. Zdecydowanie ułatwia rozczesywanie. Co do połysku... hmmm... nie zauważyłam dużej różnicy. Najlepsze efekty można uzyskać pozostawiając maskę na kilka godzin na włosach, najlepiej pod czepkiem i w cieple. Po spłukaniu chłodną wodą widać różnicę. Niestety ostatnio rzadko mam czas na takie zabiegi, a kilka minut z maską na włosach pod prysznicem cudów nie zdziała. Plusem jest fantastyczny zapach, utrzymujący się długo we włosach. W opakowaniu zapach jest bardzo chemiczny i duszący, natomiast we włosach zmienia się w subtelny, słodki, jogurtowo-miodowy aromat. Jeśli miałabym wybrać spośród masek Biovaxu najlepszą pod względem nawilżenia, ta byłaby na drugim miejscu. Trochę lepiej spisuje się u mnie maska do włosów słabych i ze skłonnością do wypadania, tym razem była jednak niedostępna w aptece. Niestety dla mnie 250 ml produktu to zdecydowanie za mało. Przy mojej długości włosów wystarcza mi na maksymalnie 4 razy :( 
 

Plusy:
  • nawilża
  • wygładza
  • ułatwia rozczesywanie
  • pięknie pachnie na włosach

Minusy:
  • niewydajna

Oceniam na 4+.

2014-10-04

Egzamin zdaje.... Tonik Eucerin Dermo Purifyer


Moja cera nigdy nie była idealna, a od kiedy mieszkam w Poznaniu jest naprawdę źle. Spowodowane jest to wodą, która ma tragiczny wpływ na moją skórę.  Po umyciu moja twarz jest czerwona, wysuszona i pokryta wszystkim co złe, brzydkie i szpecące. Niestety muszę kupować wodę źródlaną i myć nią twarz, żeby nie straszyć ludzi na ulicy. W walce z paskudztwami na mojej twarzy miał pomóc mi tonik oczyszczający do skóry tłustej zakupiony w aptece. 

Nad opakowaniem produktu nie będę się rozwodzić. Zupełnie nie interesuje mnie w co zapakowane są moje kremy, toniki, żele pod prysznic itp. Produkt ma działać, a czy opakowanie wysadzane jest kryształkami, czy też jest zrobione ze zwykłego plastiku, w ogóle mnie nie obchodzi. Wracając do działania.... Według producenta tonik: odświeża i intensywnie oczyszcza cerę ze szczególnym uwzględnieniem okolic łojotokowych twarzy. Dzięki formule z Kwasem Mlekowym łagodnie odblokowuje pory, nie powodując przesuszenia skóry. Intensywnie oczyszcza skórę twarzy, zapobiega powstawaniu niedoskonałości i zmian trądzikowych, odblokowuje pory, stanowi idealną pielęgnację wspomagającą leczenie przeciwtrądzikowe.


Tonik kupiłam w promocji za 30 zł i niestety żałuję, że zdecydowałam się na ten produkt. Według mnie tonik nie nadaje się do wspomagania kuracji przeciwtrądzikowych, bo jest po prostu zbyt silny. Po odkręceniu czuć bardzo mocny zapach alkoholu, który po nałożeniu na twarz zanika.  Jeśli ja stosuję zmasowany atak w postaci mydła Aleppo i Effaclara, ten tonik dodatkowo wysusza moją zmasakrowaną twarz. Nie oczyszcza, nie odblokowuje porów, i według mnie nie ma właściwie żadnego wpływu na trądzik. No chyba, że oczekujecie wysuszenia, wówczas tonik Was nie zawiedzie. Niestety o ile stosowany na noc, w sumie nie robił mi dużej krzywdy, stosowany w dzień, nie przynosił dobrych rezultatów. Skóra zaczynała błyszczeć po nim znacznie szybciej. Myślę, że spowodowane jest to alkoholem na drugim miejscu w składzie. Skóra nadmiernie wysuszona, zaczyna produkować zwiększone ilości sebum i takim sposobem, stan naszej cery pogarsza się.

Jak widać, nie zawsze należy słychać Pań konsultantek w Superpharmie, ponieważ nikt tak naprawdę nie zna naszej skóry lepiej niż my same. Następnym razem grzecznie podziękuję i sama wybiorę produkt odpowiedni do mojej skóry.

Plusy:
  • hmmmmm....
Minusy:
  • wysusza
  • zwiększa produkcję sebum
  • lekko klei się na twarzy, jest wyczuwalny
  • alkoholowy zapach
  • wysoka cena
Oceniam na 2+. 

2014-08-27

Egzamin zdaje... Matowa Pomadka Be Beauty 01.


Ja+ chwilowa depresja= zakupy. Na szczęście jestem w stanie się opamiętać i jeśli już muszę coś kupić, wybieram kosmetyki w rozsądnej cenie. Tuż pod moim blokiem znajduje się Biedronka, w której jak się okazało można kupić kosmetyki kolorowe za śmiesznie niskie pieniądze. Wybierając pomiędzy napchaniem się do nieprzytomności słodyczami, a zakupami kosmetycznymi, zdecydowałam się na te drugie. Z dwojga złego, wydając tyle samo, przynajmniej nie będę sukcesywnie doprowadzać do rozrostu mojej tkanki tłuszczowej xD


Co więc kupiłam? Matową pomadkę w różowym kolorze firmy Be Beauty. Taka była śliczna, że nie mogłam się powstrzymać :D Wszystkie moje dotychczasowe szminki dają lekko błyszczące, mokre wykończenie, więc w sumie dlaczego nie spróbować matu?-pomyślałam. Otóż, odpowiem od razu na swoje własne pytanie: matowych pomadek nie należy kupować jeśli ma się wysuszone usta. Także bez peelingu i dobrego nawilżenia, nie polecam matowych szminek. Poza tym, maty trudno się rozprowadzają, wchodzą w załamania ust i mogą po prostu nie wyglądać dobrze. Tak właśnie dzieje się z pomadką Be Beauty, jednak jeśli zadbamy o usta, efekt będzie całkiem fajny. Zdecydowałam się wrzucić swoje zdjęcie, bo pewien osobnik marudzi mi, żebym pokazywała pomadki na ustach ;) Oto i one ;D


Pomadkę nakładam na bezbarwną szminkę ochronną. Jest to najbardziej intensywna pomadka w mojej kolekcji (nie licząc krwisto-czerwonej z Avonu). Na moich ustach wygląda prawie neonowo, czego w ogóle nie widać na zdjęciach. Bardzo fajnie ożywia makijaż, ale jak dla mnie troszkę za bardzo rzuca się w oczy. Mój aparat niestety pożera intensywność kolorów ;( Na dole porównanie z moimi innymi szminkami, w różowych odcieniach.


Plusy:
  • bardzo intensywny kolor
  • niska cena
  • solidne opakowanie 
Minusy:
  • źle wygląda na wysuszonych ustach
  • nierównomiernie się ściera
  • nie jest zbyt trwała

W sumie trudno mi ją jednoznacznie ocenić. Daję 3+/4-.

2014-08-26

Egzamin zdaje... kredka do brwi Catrice.

Dziwny czas zaczął się w moim życiu. Praca, której się nie znosi i w której się nie sprawdza to bardzo zły pomysł, natomiast brak pracy to stan jeszcze gorszy. Mam nadzieję, że niebawem wszystko jakoś się poukłada. Cieszę się, że wpadłam na pomysł założenia bloga, bo jest to jedna z niewielu rzeczy, która daje mi radochę i odciąga od codzienności. Właściwie to blog powinien znaleźć się w kategorii terapeutyczne, a nie kosmetyczne ;))))

Przejdźmy lepiej do kredki. Jako człek blady z mysio-blond-rudo (ciekawy kolor prawda?) włosami, nie mogę używać kredek do brwi w bardzo ciemnych kolorach, ponieważ efekt jest wówczas karykaturalny. Bardzo nie lubię także kredek w ciepłych kolorach, wpadających w rudy. Jednym słowem: zakup kredki do brwi to dla mnie wyzwanie ;D Do tej pory moją ulubienicą była kredka z Avonu z grzebyczkiem, która niestety nie pojawia się już w katalogu :( Odcień był idealny, zimny brąz z delikatną domieszką szarości, konsystencja świetna, grzebyczek ułatwiał rozczesywanie włosków. No ale cóż, kredki nie ma i już zapewne nie będzie. Poszukując zamiennika idealnego trafiłam na kredkę Catrice 040 Don't let me brow'n.


Kredkę znalazłam w Hebe. Zdecydowałam się na zakup głownie ze względu na to, że kredki innych firm miały okropny rudawy odcień i były drogie. Do tej pory nie używałam kosmetyków firmy Catrice, więc nie byłam przekonana czy był to dobry wybór.


Okazało się jednak, że kredka to naprawdę fajny produkt. Przypomina mi nieco kredkę z Avonu, niestety ma mocniejszy odcień i nie jest on taki chłodny. Przegrywa więc z produktem Avonu, ale w porównaniu z kredką z Essence dla blondynek wypada znacznie lepiej. Przede wszystkim nie wpada w rudy kolor, Essence natomiast tak. Bardzo trudno było mi to pokazać na zdjęciach, ale Catrice bliżej do ciemnego brązu niż do rudego. Na moich brwiach Catrice stosowana z umiarem daje ładny efekt, nie mogę jednak przesadzić, bo wówczas kredka za bardzo rzuca się w oczy. Ładnie się rozprowadza, jest raczej miękka, ma poręczny grzebyczek do rozczesywania brwi.


Kredka jest dość duża i raczej wydajna. Jeśli chcemy wykonać precyzyjny makijaż brwi proponuje dobrze ją zastrugać, w przeciwnym razie efekt nie będzie wyrazisty ;) Jestem zadowolona z zakupu, jednak marzy mi się powrót kredki z Avonu dla blondynek. Szukałam jej nawet na allegro, ale nic z tego. Wiem, że duże grono osób używa Aqua Brow, ale ja jestem wierną fanką kredek.


Plusy:
  • ładny odcień
  • łatwo się rozprowadza
  • ma szczoteczkę
  • niewiele kosztuje
Oceniam na 5-.

2014-08-23

Egzamin zdają... blogi poświęcone modzie. Część II

Manekiny cztery


Nie jestem częstym gościem na blogach poświęconych modzie. Wychodzę z założenia, że oczywiście można w pewien sposób wzorować się na stylu drugiej osoby, ale tylko wtedy, jeśli jest to zgodne z tym co naprawdę lubimy. Kiedyś nienawidziłam chodzenia w sukienkach, czasem się do tego zmuszałam bo przecież to takie kobiece, ale najzwyczajniej czułam się źle. Teraz mam w szafie kilka sukienek i jestem z nich zadowolona. Myślę, że sama musiałam do tego dojrzeć, nie sugerując się zdaniem innych. Dziś jestem w stanie założyć właściwie wszystko, jeśli ma wygodny krój, dobrze w tym wyglądam i przede wszystkim dobrze się w tym czuje. Ślepe kopiowanie szafy innej osoby, może okazać się słabym pomysłem. Natomiast fajnie jest czasami popatrzeć na wykorzystanie w nietypowy sposób takich elementów ubioru, które sama lubię. :)

Autorka w niesamowity sposób bawi się kolorami. Stylizacje są bardzo kobiece, eleganckie ale przełamane czymś nietypowym. Profesjonalne zdjęcia i świetna modelka sprawiają, że na bloga zaglądam często. Blog skłonił mnie do poważnego zastanowienia się nad zakupem butów na obcasie w neonowym kolorze. Są takie piękne ;D

Blogerka z Australii. Zachwyca mnie wszystkim :) W jej stylizacjach przeważa romantyczny styl z domieszką vintage, boho. Często wykorzystuje motywy kwiatowe. Kojarzy mi się z taką współczesną hipiską. Dodatkowo jest naprawdę zjawiskowa.

"Bez spiny, nieważne co na siebie włożę i tak będę prezentować się świetnie, a jednocześnie na luzie"- takimi słowami mogłabym opisać autorkę :) Na blogu znajdziemy dużo stylizacji, które kojarzą mi się z totalną beztroską, wygodą, a jednocześnie są oryginalne i przyciągają wzrok. Autorka łączy style, wykorzystuje fajne dodatki, a jednocześnie widać, że nikogo nie udaje. Poza tym kiedy zobaczyłam jej sesję na Halloween KLIK, stwierdziłam, że muszę zacząć obserwować bloga :)

2014-08-22

Egzamin zdają... blogi kosmetyczne??? Część I




Wpadłam na pomysł zaprezentowania moich ulubionych blogów z kategorii kosmetyczne. Planuję też opisać najlepsze (według mnie) blogi dotyczące pielęgnacji włosów i te, których główną tematyką jest moda. Myślę, że obecnie, kiedy panuje szał na punkcie blogowania, często trudno jest wyłowić z ogromu blogów, coś naprawdę wartego uwagi. Dla mnie istotna jest szata graficzna bloga, dobre zdjęcia produktów i ciekawe opisy kosmetyków. Dodatkowo jeśli autor bloga odpowiada na komentarze, a blog nie jest jedną wielką nachalną reklamą, warto być jego obserwatorem. Cenię sobie blogerki, których posty prezentują naprawdę wysoką jakość, a przy okazji są one po prostu NORMALNYMI i FAJNYMI babkami. Kiedy na takich blogach pojawia się nowa notka, cieszę się jak dziecko ;D


KOSMETYCZNA HEDONISTKA
Ideał pod każdym względem. Znajdziecie tu recenzje kosmetyków, notki dotyczące makijażu, pielęgnacji włosów i mody. Czytam od dawna i jestem zachwycona. Notki są rzetelne i pisane w przyjemny sposób. Zdjęcia powalają jakością. Pamiętam, że jako dziecko namiętnie oglądałam magazyny typu Elle, gdzie zdjęcia kosmetyków były mini dziełami sztuki. Tu jest podobnie, do tego dochodzą tutoriale zawsze idealnego makijażu. Z bloga dowiedziałam się naprawdę dużo na temat makijażu i kosmetyków, poznałam kilka ciekawych sklepów, a przy okazji mogłam pozachwycać się świetnymi stylizacjami. Autorka bloga to Perfekcyjna Pani Bloger, pod każdym względem ;D

Blog znany wśród ogromnej liczby dziewczyn. Weszłam pierwszy raz i przepadłam ;) Większość kosmetyków to nie mój zakres cenowy, jednak fajnie jest poczytać o produktach tak dobrych marek. Zdjęcia perfekcyjne, pięknie oddają jakość kosmetyków. Jeśli nie mam czasu na czytanie notki, zawsze wchodzę na bloga choćby po to, żeby rzucić okiem na zdjęcia. Mam na tym punkcie totalną obsesję, może dlatego bo sama nie robię tak dobrych fotek i niestety nie mam do tego sprzętu. Posty są zawsze wyczerpujące i przedstawiają zarówno zalety, jak i wady kosmetyków. Pamiętam ile radochy sprawiło mi kiedy zauważyłam, że Marti właściwie zawsze odpowiada na komentarze, w tym także moje. Beautyness to blog "z wyższej półki", a autorka jest świetną osobą, z poczuciem humoru i dystansem do siebie.

Kolejny blog-ulubieniec. Cenię go sobie za świetne recenzje produktów i piękne zdjęcia. Dzięki autorce poznałam kosmetyki, o których istnieniu nie miałam pojęcia :) Notki są bardzo różnorodne, jednak moje ulubione dotyczą błyszczyków do ust. Mam wrażenie, że na żadnym blogu nie czytałam tyle świetnych recenzji błyszczyków i pomadek. Maus podobnie jak ja sama, lubi delikatne kolory, dlatego jestem u niej częstym gościem. Dodatkowo za każdym razem kiedy u niej goszczę, podziwiam jej niesamowitą świetlistą cerę.

ALINA ROSE MAKEUP
Bloga Aliny znają chyba wszyscy ;D Osobiście bardzo lubię czytać jej notki, ponieważ ma bardzo ciekawe pomysły odnośnie wykorzystania najróżniejszych naturalnych produktów do pielęgnacji skóry. Potrafi stworzyć naprawdę świetne kosmetyki, kremy, peelingi itp. Poza recenzjami kosmetyków na blogu pojawiają się także jej stylizacje, notki dotyczące sportu, zdrowego odżywiania. Blog jest dowodem na to, jaką kreatywną osobą jest autorka.

 W ŚWIECIE PANNY JOANNY
 Na bloga przyciągnęły mnie piękne makijaże jakie wykonuje autorka. Pamiętam jakie ogromne wrażenie zrobiła na mnie jej stylizacja i make-up na Angeline z filmu Czarownica. Super jakość zdjęć, a do tego duże poczucie humoru, które łatwo zauważyć czytając notki. Autorka bardzo sympatyczna, przyjemnie jest wracać na tego bloga.

Blog Żanety, na którym poza recenzjami kosmetyków można znaleźć notki na temat zdrowego odżywiania, dbania o organizm, suplementów,  pielęgnacji włosów,  świata zapachów, a także dotyczące życia osobistego sympatycznej autorki. Jak widać tematyka bardzo różnorodna, każdy może znaleźć coś dla siebie. Dzięki Żanecie poznałam dużo zagranicznych sklepów internetowych, w których można kupić wszystko, od kosmetyków, po biżuterię i ubrania. Poza tym, podziwiam jej wytrwałość jeśli chodzi o dietę i zmianę sposobu żywienia, o czym także pisała na blogu.

2014-08-16

Egzamin zdaje... nawilżająca pomadka do ust Wibo Eliksir 04.


Od kiedy pamiętam szminki były dla mnie złem koniecznym. Czy to matowe, czy te przypominające konsystencją błyszczyki, z drobinkami czy bez, fluorescencyjne albo w delikatnych kolorach. Jeśli miałam do wyboru normalny błyszczyk lub szminkę, zawsze wybierałam błyszczyk. No i nadszedł dzień, w którym zaczęłam kupować szminki! To chyba znak, że się starzeję ;)


Moje pierwsze kolorowe pomadki są z Celii i kupiłam je w tym SKLEPIE. Jestem nimi zachwycona, ponieważ za śmiesznie niską cenę, dostajemy bardzo fajny produkt. Na recenzję pomadek zapraszam TUTAJ. Błyszczykowe pomadki Celii mają ładne subtelne kolory, dlatego pomyślałam, że mogłabym mieć jedną szminkę, która ma bardziej intensywny kolor. W Rossmannie natknęłam się na półkę z kosmetykami Wibo, których używałam jeszcze jako nastolatka. Ostatnio jestem zafascynowana różowym kolorem, dlatego zdecydowałam się na pomadkę nr. 04 i nie żałuję.

Według producenta pomadka Wibo: 
  • nie wysusza ust i dodatkowo sprawia, że stają się aksamitnie miękkie
  • trwalsza niż błyszczyk
  • najmodniejsze odcienie sezonu
Nabłyszczająca formuła pomadki  zapewnia ustom nawilżenie nadając im soczysty kolor. W kolekcji znajduje się 8 modnych i klasycznych odcieni – wystarczy wybrać jeden z nich dla siebie i czarować pięknym uśmiechem. W palecie kolorów znajdą się odcienie różu, brązu i czerwieni. Lekka konsystencja pozwala na łatwe rozprowadzenie się koloru tworząc ochronną powłokę na ustach by prezentowały się nie tylko pięknie ale i zdrowo.

Co mogę powiedzieć na temat produktu? Pomadka rozprowadza się bardzo dobrze, ma przyjemną konsystencję i daje lekko mokre wykończenie. Nie wysusza, schodzi z ust równomiernie, daje piękny kolor. Zapach nie jest najprzyjemniejszy, niestety pod tym względem zdecydowanie przegrywa z pomadkami Celii. Podobnie jest z opakowaniem. Bardzo delikatny plastik, w torebce może się po prostu rozpaść.


Plusy:
  • świetne kolory
  • przyjemna konsystencja
  • nie wysusza
  • niska cena
Minusy:
  • plastikowe opakowanie
  • dziwny zapach
Oceniam na 4+.

2014-08-15

Egzamin zdaje... Antyoksydacyjny krem Sopot Sun SPF 50 z witaminą C.


 Lato na półmetku, tymczasem ja przez najbliższe miesiące nadal będę musiała używać kremu z wysokim filtrem ponieważ wróciłam do mojego kochanego La Roche Posay Effaclar Duo. Jak wiadomo Effaclar plus słońce to nie jest najlepsze połączenie, dlatego w dzień sięgam po Sopot Sun SPF 50. Na mój pierwszy krem z tak wysokim filtrem wybrałam kosmetyk Ziaji. Tani i łatwo dostępny, zapewnia bardzo wysoką ochronę. Z doświadczenia wiem, że kremy z wysokim filtrem są lepkie, pozostawiają na twarzy okropną warstwę i blokują pory. A co z Ziają? No cóż...
 

Krem z bardzo wysokim współczynnikiem ochrony przeciwsłonecznej do każdego typu skóry. Zawiera fotostabilny układ filtrów nowej generacji o szerokim spektrum pochłaniania promieni UV oraz aktywne witaminy C, E, B5.

Konsystencja gęsta, rozprowadza się dość trudno. No i niestety pozostawia na twarzy lepką warstwę, czego nienawidzę. Czuję go na twarzy cały dzień, także moment zmywania makijażu daje mi dużą ulgę. Fajnie współpracuje z podkładami matującymi, chociaż twarz zaczyna się błyszczeć znacznie szybciej. Krem pachnie jak typowe kosmetyki do opalania. Jest biały, jednak zauważyłam, że po kontakcie z powietrzem, po dość długim czasie, zmienia barwę na jasno żółtą (może dzięki witaminie C?). Krem faktycznie chroni przed słońcem, twarz się nie opala. Moja skóra ostatnio lekko przesuszona, wygląda trochę zdrowiej kiedy na dzień użyje kremu z Ziaji. Co do blokowania porów, mnie blokuje dosłownie wszystko. Ziaja jakoś sobie radzi i nie mam po nim wysypu, jednak muszę uważać z ilością. Krem jest w porządku, chociaż marzy mi się filtr, który nie pozostawia lepkiej warstwy.



Plusy:
  •  wysoki filtr, chroni przed słońcem
  • dość dobrze współgra z podkładem
Minusy:
  • lepka cholera, wyczuwalna na twarzy
Oceniam na 4-/3+ 
 

2014-07-22

Egzamin zdaje... róż NYX Taupe.


Jestem posiadaczką okrągłej twarzy, która od kiedy pamiętam jest moim przekleństwem. Na zdjęciach wyglądam przez to jak dorodna kajzerka w okularach ;D I co z tym zrobić? Kształtu twarzy nie zmienię, ale mogę go troszkę wymodelować. Świetnie sprawdzają się do tego róż i bronzer. Za pomocą dobrze dobranych odcieni można dużo zdziałać. Moim ulubionym różem jest Pierre Rene o którym pisałam TUTAJ. Do ulubionych kosmetyków dołączył także róż NYX Taupe, który służy mi jako... bronzer :)


Róż Taupe zamknięty jest w niewielkim plastikowym pudełeczku. Jest go niewiele bo 4 gramy. Jeśli używacie dużych pędzli, możecie mieć problem z wydobyciem produktu z opakowania. Niestety nie jest to produkt silnie napigmentowany, żeby uzyskać pożądany efekt muszę kilkakrotnie nabierać go pędzlem. Zaznaczę, że nie lubię przerysowanego efektu i maluje się raczej delikatnie, więc dla fanek super mocnych bronzerów, efekt jaki daje NYX może nie być zadowalający. Osobiście mimo pigmentacji, jestem nim zachwycona.


Odcień Taupe jest po prostu idealny dla posiadaczek bladej cery. Zero pomarańczowych tonów, kolor jest zimny i przypomina mi cappuccino. Wydaje mi się, że jest zbliżony do Bahama Mama, albo nawet jeszcze chłodniejszy. Z tym, że oczywiście NYX Taupe jest dwa razy tańszy. Na twarzy utrzymuje się dość długo, trudno jest zrobić nim plamy, jest matowy ale nie jest to typowy płaski mat. Na twarzy daje bardzo ładny subtelny efekt. Myślę, że kolor jest tak uniwersalny, iż NYX spokojnie może posłużyć jako cień do powiek, a może nawet nadawałby się do makijażu brwi. Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się na ten odcień. Wydaje mi się, że NYX Taupe spełni oczekiwania wszystkich blondynek o jasnej karnacji.


Plusy:
  • piękny chłodny odcień 
  • niewysoka cena
  • bez drobinek
Minusy:
  • dość słaba pigmentacja
 Oceniam na 4+/5-.

2014-07-12

Egzamin zdaje... rewelacyjny błyszczyk Makeup Revolution- Natural Pink! ;D


Zupełnie przypadkiem znalazłam błyszczyk idealny ;D Kompletując w sklepie Minti Shop prezent urodzinowy dla znajomej, obiecałam, że nie skuszę się na nic dla siebie. Niestety asortyment sklepu jest bardzo zachęcający, szczególnie produkty do ust. Pochłonięta analizowaniem kilkunastu odcieni szminek, przypadkowo kliknęłam w dział, w którym odnaleźć można błyszczyki i zobaczyłam GO. Piękny brzoskwiniowo- różowy błyszczyk w zawrotnej cenie 5zł! ;D 


Hmm aleeee.... po co mi kolejny błyszczyk- pomyślałam? Jestem posiadaczką czterech błyszczyków, a używam jednego xD Dzieje się tak głównie dlatego, ponieważ błyszczyki, które kupuje wyglądają rewelacyjnie w opakowaniu i TYLKO w opakowaniu. Na ustach abo pozostawiają okropne drobinki (nienawidzę), albo kleją się niesamowicie, ewentualnie ich kolor okazuje się obrzydliwy. Tak więc, postanowiłam, że brzoskwiniowo- różowe cudo będzie ostatnim błyszczykiem jaki kupię w tym roku.


Byłam w szoku kiedy następnego dnia po złożeniu zamówienia, dostałam paczkę, a w niej mój błyszczyk (tak szyyybkoo????). Mogę śmiało stwierdzić, że nigdy nie miałam błyszczyka w tak cudownym odcieniu.  Bez żadnych drobinek, pozostawia na ustach delikatną taflę koloru. Jest dość gęsty, ale niezbyt klejący, dość długo utrzymuje się na ustach, znika równomiernie. Mam wrażenie, że fajnie nawilża usta. Dodatkowo słodko pachnie (przypomina mi zapach budyniu). Jedynym minusem jest to, że przy wyjmowaniu aplikatora błyszczyk może się nieznacznie wylewać.


Kolor na zdjęciu jest bardziej brzoskwiniowy niż różowy, ale w rzeczywistości jest odwrotnie. Kolor pasuje właściwie do każdego makijażu, jest delikatny ale zauważalny. Rozprowadza się równomiernie, nie wchodzi w załamania ust. Według mnie jest to naprawdę genialny błyszczyk, w genialnej cenie :)

Plusy:
  • piękny kolor
  • bardzo przyjemny zapach
  • fajna konsystencja
  • dość trwały
  • delikatnie nawilża
  • bardzo niska cena
Minusy:
  • może się nieznacznie wylewać z opakowania
Oceniam na 5+

2014-06-28

Egzamin zdaje... Tonik Oczyszczajacy Natura Siberica.


Gdybym miała porównać do czegoś swoją skórę, z pewnością byłaby to powierzchnia księżyca KLIK.  Doceniam piękno księżyca, jednak wolę podziwiać go z daleka. Twarz z porami niczym kratery nie wygląda zachęcająco....  Jakiś czas temu kupiłam kolejny rosyjski kosmetyk. Tym razem jednak nie wzbudził mojego zachwytu. Poza lekkim zwężeniem mojego portfela, nie zauważyłam zwężenia niczego innego, a już z pewnością nie porów.

Tonik Natura Siberica powstał na bazie ekstraktów rumianku, zielonej herbaty i szałwii skutecznie oczyszcza skórę twarzy i szyi, usuwa błyszczenie się cery, zwęża pory. Nie zawierają parabenów, które działają drażniąco na skórę i niszczą naturalną barierę ochronną. W 100% naturalne organiczne oleje otrzymane przez tłoczenie na zimno.

Skład: Aqua, Sucrose Laurate, Sucrose Dilaurate, Sucrose Trilaurate, Glycerin, Sorbitol, ZnPCA, Salvia Officinalis Leaf Water*, Origanum Vulgare Leaf Extract, Sorbus Sibirica ExtractWH, Juniperus Sibirica Needle ExtractWH, Crepis Sibirica ExtractWH, Picea Obovata Needle ExtractWH, Pine amidopropyl BetainePS, Camellia Sinensis Leaf Extract*, Cetraria Islandica Extract, Saponaria Officinalis Root Extract*, Achillea Millefolium Flower Water*, Citrus Medica Limonum Extract*, Sodium Hydroxide, Salicylic Acid, Parfum, Limonene**, Linalool**.


Tonik ma przyjemny ziołowo-kwiatowy zapach, jest bezbarwny, nałożony na twarz nie klei się, szybko się wchłania. Łagodzi ściągniętą i wysuszoną skórę twarzy, odświeża, delikatnie koi i nawilża. Niestety właściwości ściągających pory skóry nie posiada. Nie wzmaga wydzielania sebum, faktycznie jest dobry do cery tłustej i mieszanej. Myślę, ze sprawdziłby się także w przypadku cery suchej. Ma przyjazny dla skóry skład. Producent obiecuje działanie matujące (trudno jest mi to ocenić, być może na krótkie chwile matuje, ale nie jest to efekt długotrwały) ma także ujednolicać kolor skóry (hmmm... taaaaaak.... pewnie xD. Na etykietce otrzymujemy także obietnicę działania przeciwtrądzikowego i przeciwzapalnego. Co do właściwości przeciwzapalnych być może jest to prawda (skład toniku), co do działania przeciwtrądzikowego nie zauważyłam takowego (niedoskonałości były, są i prawdopodobnie będą).


Plusy:
  • właściwości kojące i delikatnie nawilżające
  • przyjemny skład
Minusy:
  • nie zwęża porów 
  • nie poprawia stanu skóry 
 Oceniam na 4. Produkt jest po prostu dobry, jednak bez rewelacji. 

2014-06-01

Egzamin zdaje... Północne mydło detox do głębokiego oczyszczania twarzy Natura Siberica


Moja cera jest niczym wojowniczy żółw ninja- waleczna i buntownicza! Szkoda tylko, że buntuje się przeciwko mnie, a nie przeciwko paskudnym niedoskonałościom... Rozpoczęłam więc zmasowany atak! Albo moja skóra to przetrwa, albo niebawem zakupię maskę i będę wyglądać TAK. Co więc postanowiłam? Zachęcona pozytywnymi recenzjami kupiłam rosyjskie mydło detox do mycia twarzy. Bardzo długo szukałam promocji i po miesiącach wyczekiwania znalazłam! Kiedy otworzyłam paczkę, stwierdziłam, że chyba przez pomyłkę wysłali mi inne kosmetyki. Oczom ukazało się ogromniaste czarne kartonowe pudełko ("Yyyyy....przecież ja zamawiałam TYLKO MYDŁO?!").  Po chwili jednak, wyczytałam, że oto leży przede mną upragniony skarb! Ufff..... ;) W pudełku znajdował się plastikowy okrągły słoiczek z mydłem oraz czarna gąbeczka, wykonana z przyjemnego gumowato- piankowego tworzywa. Dla fanów gadżetów do mycia twarzy- super sprawa.


Pierwsze wrażenie po odkręceniu wieczka: Boooooże toż to marcepan! (plus ślinotok). Tak, tak mydło pachnie jak marcepanowe czekoladki Merci :D Ma zbitą konsystencję i czarny kolor. Gąbkę dołączoną do mydła należy zmoczyć w wodzie, zanurzyć w mydle i umyć nią twarz. Ja oczywiście nie używam gąbki w ten sposób, ponieważ do środka słoiczka dostałaby się woda. Myję twarz gorącą wodą, nanoszę mydło, masuję zwilżoną gąbką i nią też zmywam produkt.


Północne mydło stworzone bazie węgla aktywowanego czyli absorbentu, który łatwo wchłania powierzchniowe i głębokie zanieczyszczenia skóry. Mydło DETOX stosowane w przypadku cery problematycznej, trądzikowej, skłonnej do wyprysków, z poszerzonymi porami. Posiada właściwości oczyszczające a także zmiękczające z uwagi na zawartość Rokitnika oraz Cytryńca Chińskiego.
Zastosowanie: Mydło DETOX dla cery problematycznej, trądzikowej, skłonnej do wyprysków, z poszerzonymi porami.

SKŁAD INCI: Aqua, Sorbitol, Sodium Cocoyl Isethionate, Stearic Acid, Coal, Parfum, Hippophae Rhaimnoides Fruit Oil*, Hippophae Rhaimnoidesamidopropyl BetaineHR, Pinus Sibirica Needle ExtractWH, Pineamidopropyl BetainePS, Picea Obovata Needle ExtractWH, Abies Sibirica Needle ExtractWH, Shizandra Chinensis Fruit Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil*, Rubus Idaeus Seed Oil*, Rubus Chamaemorus Seed Oil, Betula Alba Sap*, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Soidum Benzoate.
(*) Issued from organic agriculture
(WH) Wild harvested Siberian plants` organic extracts
(PS) Pinus Sibirica Seed Oil Derivative
(HR) Wild harvested Altaian seabuckthorn oil Derivative

 
Według zaleceń producenta mydło powinno być stosowane raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Oczywiście mnie zdarza się stosować je nawet trzy razy w tygodniu ;) Przede wszystkim mydło nie wysusza tak bardzo jak Aleppo i nie daje efektu skrzypiąco czystej skóry. Dobrze oczyszcza twarz, od razu po zastosowaniu skóra jest gładsza. Wydaje mi się, że czarne mydło słabiej wypada pod kątem głębokiego oczyszczania porów. Po użyciu Aleppo naskórek widocznie się złuszcza, a pory się oczyszczają. Po czarnym mydle nie ma tego efektu, przynajmniej nie od razu. Niestety wydaje mi się, że moja skóra do Aleppo już się przyzwyczaiła i stosowanie tego mydła nie daje już takich spektakularnych efektów. Zauważyłam, że z Aleppo bardzo łatwo jest przesadzić i nabawić się wysuszonych, czerwonych plam. Myślę, że rosyjskie mydło jest delikatniejsze od Aleppo, nie polecam jednak stosować go jako maseczki-wtedy przesuszenie murowane. Odkryłam, że rosyjski specyfik korzystnie wpływa na paznokcie- wybiela ja, jeśli zostawimy mydło na paznokciach przez dłuższą chwilę (trzeba naprawdę dobrze spłukać). Kilka razy umyłam nim włosy i były dobrze oczyszczone, ale końce lekko wysuszone. Po kilkunastu dniach użytkowania stwierdzam, że mydło jest po prostu w porządku, jednak moje poszukiwania czyścidła idealnego nadal trwają. Skoro to mydło miało zapewnić mojej skórze detox, to chyba jestem odrobinę zawiedziona. Być może w przypadku rosyjskiego mydła, trzeba po prostu  poczekać na spektakularne efekty. Gdy mydło się skończy, zaktualizuje post, o ile oczywiście moja skóra się poprawi ;)

Plusy:
  • cudowny zapach
  • ciekawe opakowanie
  • gąbka do mycia w zestawie
  • nie szczypie w oczy
  • nie wysusza tak jak Aleppo
  • delikatnie wygładza
  • dość dobrze oczyszcza skórę
Minusy:
  • brudzi wannę, umywalkę itp. 
  • jest dość drogie
  •  nie zafunduje nam natychmiastowego głębokiego oczyszczenia porów
Oceniam na 4-.