Strony

2014-04-30

Egzamin zdaje....BB Skin 79

Kilka tygodni temu dotarły do mnie próbki kremów BB. Zamawiałam je na eBay'u od koreańskiego sprzedawcy. Cena była śmiesznie niska (kilka złotych, a próbki pakowane były po 3 mini opakowania, wystarczające spokojnie na kilka użyć) i pomimo, że zamawiałam tylko próbki dostałam dwa gratisy :)

Dlaczego zdecydowałam się na azjatyckie kremy BB?
Przede wszystkim uwierzyłam w ich cudowne właściwości pielęgnacyjne i lecznicze. Miały nawilżać, pielęgnować skórę, nie zapychać, działać przeciwzmarszczkowo, a nawet niwelować blizny potrądzikowe! Czyli- cud nad Wisłą (w moim przypadku nad Wartą ;)))

 
zródło: bazarek.pl

Oczywiście wszystko to bzdura. Kremy BB nie mają żadnych cudownych właściwości leczniczych, co dodatkowo uświadomił mi Azjatycki Cukier. Blizny mogą dobrze maskować i wypełniać, bo mają w składzie duuuuużo silikonów. Wygładzają skórę właśnie dzięki nim. Działanie przeciwzmarszczkowe? Szczerze w nie wątpię. Myślę, ze chodzi tutaj raczej o delikatne działanie mające na celu chronić skórę przed słońcem, które jak wiadomo przyczynia się do powstawania zmarszczek.

Słów parę o Skin 79 Super Plus Triple Functions BB Vital
Zamówiłam próbkę Skin 79  bo wydawał mi się najodpowiedniejszy dla mojej skóry. Kolorystycznie trafiłam idealnie. Kolor jest według mnie piękny- bez żadnych paskudnych szarości czy domieszki różu. Bardzo ładny beż. Nałożony na twarz wygląda świetnie, pięknie stapia się ze skórą, kolor nie odznacza się na mojej twarzy.

Ma gęstą konsystencję i według mnie baaaaardzo dobre krycie. Byłam w szoku, że BB może tak kryć. Zakrył wszystko co brzydkie, nie używałam korektora (chociaz i tak nie używam ;P). Ładnie wygładza (sprawka nieprzyjaznych i zapychających moją skórę silikonów). Niestety cały czas czułam, że mam go na twarzy. Być może jest to kwestia zbyt dużej ilości? BB wystarczy naprawdę odrobina żeby pokryć całą twarz. Krem ma filtr przeciwsłoneczny 50. Dla mnie to zdecydowania za wysoka ochrona, w zupełności wystarcza mi 30.

Porównanie kolorów.
 zródło:The BB Cream Girl
Mam cerę tłustą i po kilku godzinach twarz zaczyna mi się delikatnie świecić. Krem nie jest matujący, po nałożeniu pozostawia lekki glow, ale efekt wygląda całkiem fajnie. Szkoda tylko, że jest taki ciężki i tak bardzo kryjący. Szukałam czegoś lekkiego, ale niestety ten krem do takich nie należy. Dodatkowym minusem jest trudność w zmywaniu azjatyckich BB. Najlepiej zmywać je olejami i żelem (dla mnie zbyt czasochłonne). Myślę, że poszukiwania podkładu idealnego nie dobiegły końca. Być może zdecyduje się na podkład apteczny z niższym filtrem, ale o tym innym razem :)

Paszczak po pokryciu kremem BB, bez pudru, bez korektora, zdjęcie z lampą. Mam skórę tłustą z widocznymi grudkami, piegami, lekkimi przebarwieniami. Na zdjęciu po kremie BB- cera idealna ;P

Plusy:
  • pięknie wygładza
  • mocno kryje
  • przyjemny zapach
  • piękny odcień
  • kolor stapia się ze skóra, nie odznacza się
  • filtr SPF 50 (dla mnie jednak za wysoki ;P)
Minusy:
  • dla mnie zbyt ciężka konsystencja
  •  wyczuwalny na skórze
  • po kilku godzinach skóra się błyszczy
  • może zapychać (i to bardzo, jeśli jest zle zmywany)
  • czasochłonne zmywanie
  • zbyt gęsty



Oceniam na 5-jeśli chodzi o kolor i wygładzenie, 3- jeśli brać pod uwagę konsystencję, ciężkość i skład.

Egzamin zdają... pędzle! Plus kilka słów o konsumpcjonizmie.

Niedawno zastanawiałam się na fenomenem pędzli z Hakuro, Zoevy czy Sigmy. Nigdy nie miałam oryginalnych pędzli i raczej nie zamierzam takich kupować. Są dla mnie najzwyczajniej w świecie za drogie i nie należą do akcesoriów dla mnie niezbędnych. Większość profesjonalnych makijażystek używa profesjonalnych pędzli i oczywiście to rozumiem. Podobnie jest z osobami, które techniki makijażu opanowały bardzo dobrze, ale nie pracują w zawodzie makijażystek. Wysoki poziom umiejętności, idzie w parze z wysokiej jakości produktami i akcesoriami. Nie mogę jednak pojąć w jakim celu kupować całe zestawy pędzli w horrendalnych cenach, jeśli nie potrafi się z nich korzystać? Wychodzę z założenia, że pędzle, jakich się używa nie decydują o jakości makijażu. Jeśli nie umiesz się malować, nawet pędzle z najwyższej półki nie zapewnią Ci tej umiejętności. Owszem, być może produkty będą się lepiej nakładały i rozprowadzały, ale nie nauczą technik makijażu. Coraz częściej takie pędzle, są po prostu ładnie wyglądającymi gadżetami w przepełnionej kosmetyczce.

Czasem mam wrażenie, że kupujemy produkty, które wcale nie są nam potrzebne, lub niezbędne, ale ze względu na to, że robią furorę w blogosferze, trzeba je mieć... Zastanawiam się tylko po co? Kiedy pierwszy raz przeczytałam o Beauty Blenderze pomyślałam: "Skoro jest taki świetny, to powinnam go kupić". Doszłam jednak do wniosku, że w moim przypadku to zupełnie bez sensu. Kupowanie kawałka gąbki za 80 zł, tylko dlatego, że według innych to fajna rzecz? Hmmm... przecież podkład najlepiej rozprowadzam palcami, więc po co mi ta gąbka??? xD Podobnie zareagowałam, kiedy usłyszałam o azjatyckich kremach BB. Współlokatorka ma, blogerki mają i zachwalają więc ja też powinnam mieć! Na szczęście zamówiłam próbki. Kremy są zbyt ciężkie dla mojej skóry i mają w sobie silikony. Po co mi taki krem, skoro mogę kupić podobny w aptece, także z filtrem i bez silikonów???

Wydaje mi się, że przed zakupem produktów, które ciągle przewijają się w blogosferze, trzeba naprawdę dobrze się zastanowić. Po co kupować akcesoria, które będą dla nas tylko gadżetami, których tak naprawdę nie potrzebujemy? Nie chce być zle zrozumiana ( chociaż i tak zapewne oberwie mi się od wszystkich zwolenniczek wymienianych przeze mnie produktów). Chodzi mi wyłącznie o to, że wydawanie masy pieniędzy na produkty i akcesoria, które traktuje się JEDYNIE jako prestiżowy gadżet, jest typowe dla nieodpornego na reklamy, trochę próżnego, konsumpcyjnego społeczeństwa. Bądzmy asertywni, kupujmy to co jest nam naprawdę potrzebne :)

Postępując zgodnie z moim motto kupiłam dwa niezbędne dla mnie pędzle (do różu i bronzera). Oczywiście nie są to pędzle oryginalne, zamawiałam je tutaj, głównie ze względu na bardzo niską cenę i ich kształt. Stronę poznałam dzięki Żanecie z bloga Babski kącik, którą serdecznie pozdrawiam :)

Pędzle są mają dość sztywne włosie, które nie wypada. Powierzchnia stykająca się bezpośrednio z twarzą, jest z kolei bardzo mięciutka i przyjemna. Bardzo lubię ich kształt. Ścięty pędzel jest idealny do różu i bronzera.  Zaokrąglony (?) powinien nadawać się do konturowania,  ale trzeba uważać, żeby powstałe linie nie były zbyt ostre. Włosie w zaokrąglonym jest bardzo zbite (może nawet za bardzo?) Mimo wszystko, za taką cenę, naprawdę warto je kupić.  Polecam wszystkim :)

Pędzle oceniam na 5-

2014-04-12

Egzamin zdaje... róż Pierre Rene no. 01 Soft Rouge

Szybkimi krokami zbliża się do nas lato. Oczami wyobraźni już widzę te opalone twarze, a pośród nich moje białe (a może nawet ziemiste?) oblicze! Nie jest to przyjemna wizja, dlatego postanowiłam ożywić trochę moją twarz i przestać wyglądać niczym jedna z postaci The walking Dead. ;D


Tak więc, zakupiłam róż (TUTAJ). Cena różu zawrotna- 7 zł! Firma kompletnie mi nieznana, ale nigdy nie przywiązywałam wagi do tego, jakiej firmy różu używam. Zdecydowałam się na róż numer 01- Soft Rouge. W bardzo lekkim, plastikowym opakowaniu znajduje się 6 g produktu. Wydaje się, że to niewiele, chociaż dla mnie to zdecydowanie wystarczająca ilość. Tego typu kosmetyki zostają ze mną na lata :) Jeśli chodzi o opakowanie to trochę trudno się je otwiera i zamyka. Obawiam się też, że nie przeżyje upadku z dużej wysokości, także nie polecam rzucać nim w trakcie ataku gniewu. Kosmetyk nie był testowany na zwierzętach. Do różu nie był dołączony pędzelek, w opakowaniu nie ma także lusterka.

 

Wydawało mi się, że róż będzie prawie niewidoczny na twarzy. Szukałam czegoś w bardzo delikatnym, jasnym różowym kolorze. Otóż, jeśli nałożymy kilka warstw róż ma swoją moc! Kolor będzie wówczas bardzo wyraźnie widoczny. Mnie wystarcza jedna delikatna warstewka. Wydaje mi się, że trudno jest zrobić sobie tym różem nieestetyczne plamy na twarzy, chociaż według mnie to zależy od tego, jakiej jakości pędzla używamy.


 Jestem bardzo zadowolona z zakupu. Róż ma fajną konsystencję, nie ma w sobie brzydkich drobinek (nienawidzę widocznego na twarzy brokatu), mimo to tworzy delikatną poświatę, nie jest matowy. Kolor jest naprawdę uroczy, delikatny i dziewczęcy. W swojej skromnej kolekcji, mam róże głównie w brzoskwiniowych odcieniach, więc pastelowy, świetlisty róż to dla mnie nowość Nie zauważyłam żeby ścierał się w ciągu dnia, lub zanikał. Bardzo fajny produkt, za bardzo niską cenę. Na zdjęciu czwarty od lewej.

Plusy:
  • piękny kolor
  • tworzy ładną poświatę bez drobinek
  • trwały
  • kolor można stopniować
Minusy:
  • niezbyt trwałe opakowanie 
Oceniam na 5- .