Strony

2015-03-01

Egzamin zdaje... Kojąca maseczka Planeta Organica.


Rosyjskich kosmetyków ciąg dalszy. Po tajskiej masce, która okazała się niewypałem powinnam chyba odpuścić sobie eksperymenty z rosyjskimi produktami.Oczywiście ciekawość wygrała ;) Szukałam od dawna maseczki do twarzy, która byłaby w stanie porządnie nawilżyć moją twarz, nie podrażnić, i nie spowodować wysypu nieprzyjaciół. Mam raczej mieszaną cerę z tendencją do niedoskonałości. Kiedy traktuje ją Effaclarem w połączeniu z mydłem Alepp, po kilku dniach zaczynam przypominać mumię. Wszystkie kremy nawilżające jakie mam niweczą działanie Effaclara i blokują pory, dlatego najlepszym ratunkiem są maseczki.
Maseczka Planeta Organica (opis ze strony Skarbów Syberii)- stworzona w oparciu o wodę mineralną z Morza Martwego i certyfikowane składniki organiczne, wnika w głąb skóry  przyczyniając się do odnowy jej komórek. Łagodzi podrażnioną skórę, nasyca ją niezbędną wilgocią, czyni ją świeżą i aksamitną. Elastyna wzmacnia skórę od wewnątrz, wygładza i uelastycznia. Morze Martwe jest unikalnym naturalnym źródłem leczniczych soli, bogatym w minerały i pierwiastki, które zapewniają skórze regenerację, tonizują ją i odmładzają. Zalety produktu:
  • nie zawiera parabenów, SLS, GMO, i produktów chemicznych
  • olejki i ekstrakty posiadają certyfikat ECOCERT oraz ICEA  
  • zawiera minerały z Morza Martwego
  • stworzony na bazie wody mineralnej z Morza Martwego
  • zawiera : elastynę
  • organiczny ekstrakt z szałwii
  • olej jojoba


Po przeczytaniu składu, opisu i działania, chciałoby się rzec: będzie hitem! Polecam jednak opisy traktować z przymrużeniem oka, a oceny wystawiać dopiero po użyciu maski. Konsystencja produktu jest żelowa, troszkę klejąca, pachnie raczej delikatnie. Łatwo nakłada się na twarz, pozostawia lepką warstwę. Wydaje się, że powinna naprawdę ładnie nawilżać, ale ja tego niestety nie doświadczyłam. Po kilku minutach od nałożenia, twarz zaczęła mnie piec i przybrałam kolor purpury ;D Moja skóra była bardzo dobrze oczyszczona i myślę, że to także przyczyniło się do dziwnej reakcji. Nie zmienia to jednak faktu, że maska miała łagodzić, niezależnie od tego w jakim stanie jest nasza skóra. Wytrzymałam w masce jakieś 20 minut (rekord życiowy), ale po zmyciu, nawilżenie nie było spektakularne. Pieczenie oczywiście ustąpiło, a kolor wrócił do normy. Nie wiem, czy w taki sposób powinny działać maski nawilżające? Wydaje mi się że nie. Postanowiłam jednak dać jej drugą szansę i użyłam kilka razy jako krem do rąk. Tutaj miłe zaskoczenie, ponieważ w tej roli sprawdza się bardzo dobrze, szczególnie jeśli nałożymy gruba warstwę na noc. Maska powędrowała do mojej przyjaciółki. Zobaczymy jakie efekty da u niej i czy jest to po prostu kiepski produkt, czy też moja skóra jest zbyt delikatna. 

Plusy:

  • przyjemna żelowa konsystencja
  • niska cena
  • wydajność
Minusy:
  • brak działania ;(

Oceniam na 2+.

3 komentarze:

  1. Wciąż boje się jej użyć (a po przeczytaniu o piekącej twarzy koloru purpurowy boje się jeszcze bardziej :p)
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah ale moze u Ciebie zadziała??? ;D:D:D

      Usuń
  2. Great blog♥

    How about follow each other?
    I follow your blog. Waiting for you♥
    My Blog: http://juliemcqueen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń