Strony

2015-06-28

Egzamin zdają... żele do mycia cery tłustej- Nivea, Ziaja, Garnier.


Mam totalną obsesję na punkcie oczyszczania skóry. Wypróbowałam już chyba wszystkie żele do mycia skóry tłustej i do tej pory nie znalazłam ideału. Ostatnio moja skóra prezentuje się tragicznie (nie pomaga już nawet Effaclar). Zdaję sobie sprawę, że żelem do mycia twarzy niedoskonałości nie zwalczę, ale oczyszczanie jest bardzo ważnym etapem. Bez właściwego oczyszczenia, nawet najlepszy krem nie zadziała. W mojej łazience znalazły się trzy żele do skóry tłustej i każdy z nich mimo, że przeznaczony do tego samego typu cery, działa zupełnie inaczej.


Nivea- Żel do mycia twarzy, Cera mieszana i tłusta.
Konsystencja- Jak sama nazwa wskazuje produkt ma konsystencję żelową, bardzo przyjemną, nie za rzadką.
Zapach- Kocham miłością wieczną ;D Świeży, typowy dla produktów Nivea, nie drażniący.
Oczyszczanie-Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona. Żel bardzo dobrze oczyszcza. Wydawałoby się, że ilość niebieskich drobinek zatopionych w żelu jest zbyt mała, żeby w ogóle mieć wpływ na oczyszczanie skóry. Jednak to nie niebieskie drobiny są tu najważniejsze. W żelu znajduje się masa mikroskopijnych, niemal niewidocznych drobinek, które na zdjęciu poniżej wyglądają jak pęcherzyki powietrza. Pięknie peelinguja skórę i zapewniają uczucie czystości.
Wygładzenie- Dzięki drobinkom wygładzenie jest zauważalne, Nie jest to może super spektakularny efekt jak po peelingu gruboziarnistym, ale całkiem zbliżony.
Matowienie- Hmm... nie wiem czy wpływa na zmniejszenie błyszczenia się twarzy w ciągu dnia (zapewne nie), jednak tuż po użyciu skóra jest ładnie zmatowiona.
Poziom nawilżenia skóry- Zdecydowanie jej nie wysusza, co jest dużym plusem.
Cena- Niewysoka, około 13 zł.
Czy kupię ponownie? Zdecydowanie tak! Świetny żel, dobrze oczyszczający, nie wysuszający, za niewysoką cenę. Oceniam na 5-/4+.


Ziaja, Żel do skóry normalnej, tłustej i mieszanej- Liście manuka.
Konsystencja- Bardzo rzadka, lejąca. 
Zapach- Raczej delikatny, świeży, przypominający trochę zieloną herbatę.
Oczyszczanie- Spodziewałam się rewolucji. Nowy produkt, który nagle pojawił się na blogach i miał zawojować Polskę swoim super działaniem, według mnie jest bardzo przeciętny. Po użyciu żelu, mam wrażenie, że moja skóra nie jest dobrze oczyszczona. Być może osoby ze skóra normalną, będą zadowolone, ja jako posiadaczka skóry tłustej, zadowolona nie jestem.
Wygładzenie- Nie zauważyłam.
Matowienie- Podobnie jak z Nivea, po użyciu skóra jest zmatowiona, później zachowuje się tak jak zazwyczaj.
Poziom nawilżenia- Nie wysusza, jest delikatny dla skóry.
Cena- W promocji kosztuje kilka złotych.
Czy kupię ponownie? Zdecydowanie nie. Oceniam na 3.


Garnier, Czysta skóra, Żel, peeling i maseczka 3w1.
Konsystencja- Gęsta, z drobinkami.
Zapach- Specyficzny, lekko miętowy, dość świeży.
Oczyszczanie- Jako żel oczyszcza dość dobrze, ale mam wrażenie, że nie tak dobrze, jak żel Nivea. Ma w sobie drobinki, co dla mnie jest plusem. Nie polecam jednak używać na podrażnioną skórę- szczypie. Jeśli chodzi o niedoskonałości, faktycznie lekko je wysusza i zmniejsza, szczególnie jeśli używamy go jako maseczkę.
Wygładzenie- Niestety też nie zauważyłam :(
Matowienie- Garnier w tej kwestii sprawdza się najlepiej. Stosowany jako żel, matowi skórę na dość długi czas, jako maseczka, działa jeszcze lepiej.
Poziom nawilżenia- Tutaj niestety słabo... Wysusza skórę i może ją podrażniać. Matowienie kosztem nawilżenia.
Cena- Około 16 zł, jeśli dobrze pamiętam.
Czy kupię ponownie? Kupię, ponieważ do tej pory nie znalazłam innego produktu, który tak ładnie matowi cerę. Oceniam na 4-.

2015-06-13

Egzamin zdaje... Peeling z olejkiem i zieloną herbatą Wellness & Beauty.


Jestem ogromną fanką peelingów. Cukrowe czy solne- ważne żeby dobrze ścierały i nie były delikatne. Jeśli do tego dochodzi fajny zapach i przystępna cena, jestem zachwycona. Ostatnim moim hitem był rosyjski peeling solny, opisywany tutaj. Na mojej półce już dawno nie gościł, żaden porządny ścierak, dlatego korzystając z promocji w drogerii, za zawrotną cenę 9 zł, kupiłam produkt Wellness & Beauty. Marka znana i lubiana, dostępna w Rossmannach, zachwyciła mnie swoimi olejkami do ciała i kąpieli, żelami pod prysznic czy balsamami. Kosmetyki są bardzo tanie, natomiast ich jakość jest naprawdę świetna.


Pomysł na opakowanie, w którym znajduje się produkt- genialny ;D Może momentami mało praktyczny ponieważ do środka łatwo dostaje się woda, ale jestem w stanie to ignorować. W uroczym, szklanym słoiczku zamknięte zostało 300 g peelingu. Cóż, jesli mam być szczera, dla mnie to porcja na 3 razy ;D Generalnie nie umiem używać peelingów w sposób oszczędny, dlatego marzy mi się gigantyczny słój pełen cukrowych lub solnych drobinek. Niestety nie zauważyłam, żeby ktoś wpadł na pomysł produkowania scrubów XXL, a szkoda ;)

Opis kosmetyku: Poczuj się ożywiona ekstraktem z oliwy z oliwek i zielonej herbaty. Niewielkie drobinki peelingujące z naturalnej soli morskiej usuwają łagodnie i gruntownie martwy naskórek i pobudzają mikro cyrkulację skóry. Skóra staje się miękka i jedwabista w dotyku. Skład: Maris Sal, Ethylhexyl Stearate, Olea Europea Fruit Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum, Camelia Sinensis Leaf Extract, Glycol, Tocopherol, CI47005, CI61570, CI16255, Butylphenyl, Methylpropional (Lilial), Linalool. (26.03.2015)


 Peeling Wellness & Beauty nie jest dla każdego. Mnie jego działanie w pełni satysfakcjonuje, ale nie wszyscy lubią jeśli produkt po spłukaniu, tworzy na skórze powłokę. Drobinki ścierają całkiem mocno, nie rozpuszczają się zbyt szybko w wodzie. Przed nabraniem porcji, dobrze jest wymieszać peeling, ze względu na oliwkę, która gromadzi się na górze. Myślę, że jest to super rozwiązanie dla szorstkiej skóry, która poza złuszczeniem, potrzebuje solidnej porcji nawilżenia. Oliwka tworzy na skórze, nieprzepuszczalną warstwę, której nie można spłukać wodą. Po osuszeniu ręcznikiem, skóra nie jest jednak tłusta ale idealnie nawilżona, gładka i pachnąca. Co do zapachu- jest naprawdę mocny i dość specyficzny. Według mnie idealny na lato, z bardzo mocno wyczuwalnym aromatem zielonej herbaty, lekko słodkawy, ale jednak świeży. Po użyciu peelingu, skóra pachnie przez długie godziny, podobnie jak cała nasza łazienka ;)


Plusy:

  • ciekawy herbaciany zapach
  • świetnie ściera
  • nawilża, wygładza skórę
  • tworzy barierę ochronną na skórze
  • bardzo dobra cena
  • urocze szklane opakowanie-słoiczek

Minusy:
  • mało wydajny
Dla mnie świetny produkt, oceniam na 5-.

2015-05-24

Egzamin zdaje... pomadka Bourjois Rouge Edition Velvet.


Pierwszym pytaniem jakie zadałam sobie, widząc pomadkę z Bourjois w obniżonej cenie, brzmiało: "Czy faktycznie jej potrzebuję???". Po krótkiej chwili intensywnego myślenia, doszłam do wniosku, że oczywiście zupełnie nie jest mi potrzebna, ponieważ: a) nie lubię pomadek w wyraźnych odcieniach b) często mam wysuszone usta, c) kolor nie do końca mi odpowiada, d) nawet za połowę ceny, to duży wydatek. Kierując się więc swoją pokręconą logiką, zakupiłam pomadkę, na przekór wszystkiemu ;D 


Nowa pomadka od Bourjois z matowym wykończeniem i intensywnymi kolorami, o lekkiej, przyjemnie nakładającej się formule, której nie czuć na ustach, nie wspominając o łatwej aplikacji, poczuciu komfortu na ustach i 24 godzinnej trwałości…Rouge Edition Velvet ma niewiarygodną formułę, która tuż po aplikacji sprawia wrażenie lakieru do ust, ale po nałożeniu przemienia się w pięknie matową, jedwabiście gładką i lekką teksturę , która wygląda glamour i sexy! Prawdziwe odkrycie!
Ukośnie ścięty aplikator w formie gąbeczki sprawia, że pomadkę nałożysz łatwo i precyzyjnie. Rewelacja! Niewiarygodnie zmysłowa jakość Rouge Edition Velvet pozwala cieszyć się lekkością efektu „drugiej skóry”. Utrzymanie nawilżonych ust jest głównym zadaniem wszystkich pomadek Bourjois . Subtelnie matowe usta: TAK! Ale nie ma mowy by usta wysuszały się po kilku godzinach!

Wzbogacona w czyste pigmenty i lotne olejki, formuła gwarantuje kolor, lekkość i daje poczucie ekstremalnego komfortu, a pomadka długo utrzymuje się na ustach. Aby wykonanie makijaży było jeszcze prostsze, Bourjois stworzyło ukośnie ścięty aplikator w postaci gąbeczki ze zbiorniczkiem, który pozwoli Ci szybko i łatwo pomalować usta. Dzięki Rouge Edition Velvet możesz uzyskać taki poziom matowego i nasyconego koloru na jaki tylko będziesz mieć ochotę, wystarczy że nałożysz odpowiednią ilość formuły. Żadnych wysuszonych linii, ani śladów po pomadce! Pomadka nie rozmazuje się i zapewnia jednolite krycie.


Sugerując się powyższym opisem ze strony, można stwierdzić, że pomadki to jakaś rewolucja na rynku i żaden kosmetyk nie jest w stanie im dorównać. Z niektórymi zapewnieniami zgadzam się w 100 %. Pomadka jest niewyczuwalna na ustach. Początkowo ma gładką, kremową formułę, jest lekko mokra, po chwili efekt ustępuje i można cieszyć się matowym wykończeniem. Produkt zastyga na ustach, ale nie tworzy nieprzyjemnej, wyczuwalnej warstwy. Nigdy nie miałam pomadki, która po nałożeniu na usta zachowywałaby się podobnie. Niestety pomadka nie zawsze nakłada się równomiernie. Jeśli nie mam zadbanych ust, nawet po nią nie sięgam, ponieważ podkreśla niedoskonałości. Efekt jaki daje, można stopniować. Mnie zazwyczaj wystarcza lekkie wklepanie jej w usta, wtedy wygląda bardzo naturalnie. Gruba warstwa zapewnia bardzo wyraźny, przybrudzony, różowo-bordowy odcień. Kolor bardzo trudno jest opisać, ponieważ w zależności od ilości warstw i światła, wygląda inaczej, Na zdjęciach pomadka wpada bardziej w rózowy, natomiast w rzeczywistości kolor jest ciemniejszy, bardziej brudny. Mam pomadkę w odcieniu 07 Nude-ist, proponuję jednak nie sugerować się przy zakupie, nazwami. Spodziewałam się bardziej neutralnego koloru, tymczasem jestem posiadaczką pomadki, której gruba warstwa, w połączeniu z moją bladą skórą, daje efekt nieco wampiryczny ;D Aplikator faktycznie jest przyjemny w dotyku i można dzięki niemu wykonać precyzyjny makijaż. Produkt nie wylewa się z opakowania, które jest dość proste, ale solidne. Co do trwałości, 24 h nie wytrzyma, nie okłamujmy się, chociaż gruba warstwa przetrwa długie godziny. Nie zgodziłabym się także, z tym, że w ogóle nie wysusza ust. Jak każda matowa pomadka, noszona przez większość dnia, lekko wysuszy, ale jest to do przejścia.


Plusy:

  • trwałość
  • napigmentowanie
  • konsystencja
  • komfort noszenia
  • precyzyjny aplikator
Minusy:
  • nie zawsze rozprowadza się równomiernie
  • może wchodzić w załamania ust
  • może lekko wysuszać
Daję 4+/5-, ze względu na fakt, że kolor nie do końca do mnie pasuje.

2015-05-17

Egzamin zdają... lakiery Catrice.


Nie jestem lakiero-maniaczką, ale kiedy zobaczyłam ten idealnie delikatny róż, odpłynęłam ;D Przez kilka najbliższych postów, będę męczyć produkty, które zamówiłam na Cocolicie, a lakiery z Catrice, właśnie do nich należą. Za zawrotną cenę 10 zł otrzymujemy dwa lakiery o pojemności 10 ml, czyli całkiem dużej. Zestawy kolorystyczne są skomponowane w taki sposób, aby lakiery można ze sobą łączyć i tworzyć ciekawy manicure. Zdecydowałam się na raczej uniwersalne kolory, ale wybór był dość duży, ciekawie wyglądało także połączenie krwistej czerwieni i złota.


Ja naprawdę nienawidzę malować paznokci, o tworzeniu wzorów, naklejaniu aplikacji, nie ma nawet mowy. Lakier ma spełniać swoje podstawowe zadanie, czyli zapewniać efekt zadbanych dłoni i długo się utrzymywać. Kupując lakiery z Catrice, zależało mi raczej na kolorze różowym, natomiast jego brokatowy brat, miał być tylko dodatkiem. Postanowiłam jednak nieco się wysilić i wypróbować go, na dwóch paznokciach (tak, tak aż dwóch ;D.


O ile z różowego lakieru jestem bardzo zadowolona, tak efekt, który daje brokatowy koleżka, jest średni... Wyobrażałam sobie, że brokat pokryje całą płytkę, natomiast dopiero po 3 warstwie, drobiny są mniej więcej równomiernie rozłożone. Po jednej warstwie,  na paznokciu smętnie błąka się jeden lub dwa miniaturowe cekiny, które niemal wołają do mnie "co zrobiłaś z resztą?!". Otóż ja nic nie zrobiłam, to wina lakieru i pędzelka, który nabiera za mało błyszczących drobinek ;) Mimo wszystko uważam, że zestawienie tych dwóch lakierów i sprzedawanie ich jako komplet, to fajny pomysł. Wytrwali na pewno będą w stanie wyczarować na paznokciach coś bardziej pomysłowego niż ja. Drobinki, mimo że w buteleczce wyglądają nieco lepiej niż na paznokciach, pięknie się mienią i ładnie odbijają światło. Myślę, że dobrze wyglądałoby połączenie ich również z czarnym lub białym lakierem.


Trwałość lakierów jest bardzo dobra, spokojnie wytrzymuje 4, 5 dni. Wykończenie nie jest matowe, ale nie jest to także powalający blask. Wysychają na paznokciach dość szybko, nie są gęste, pędzelki są długie, dość łatwo i szybko się nimi maluje.

Plusy:

  • ciekawe zestawienia kolorów
  • trwałość
  • duża pojemność
  • niska cena
Minusy:
  • upośledzone drobinki ;D
Generalnie jestem zadowolona z zestawu i daję 5- nawet, mimo upośledzonych drobinek ;P

2015-05-09

Egzamin zdaje... róż Catrice Apropos Apricot.


Catrice jest firmą, którą od dłuższego czasu jestem zauroczona. Oferują kosmetyki całkiem fajnej jakości za niewielką cenę. Moimi stałymi towarzyszami są korektor i kredka do brwi z Catrice, natomiast nigdy nie sięgałam po ich róże do twarzy. Nadszedł moment, w którym do kolekcji moich róży dołączyła nowa brzoskwinia ;).

Definig Blush to aksamitny róż do policzków od firmy Catrice przy pomocy którego podkreślisz swoje kości policzkowe. Róż nadaje subtelnego, dziewczęcego rumieńca, a opalicujące drobinki rozświetlą cerę, Produkt ma aksamitną strukturę, która nadaje naturalnego wyglądu.


Liczyłam na to, że róż zapewni efekt złotawej poświaty. Niestety najpierw należy czytać opis kosmetyku, później go zamawiać ;] W opakowaniu mamy poświatę, na twarzy natomiast pozostają maluteńkie drobinki. Wszelkich drobinek nienawidzę, nienawiścią silną i niezmienną od lat. Nie kupuję różu, w celu przeistoczenia się w choinkową bombkę, ale żeby nadać skórze promiennego i świeżego wyglądu. Kolor Apropos Apricot jest dla mnie idealny, to taka brzoskwiniowo- złoto-pomarańczowa hybryda, natomiast drobinki... cóż, w tym wypadku jestem w stanie je znieść. Kolor bardzo pasuje do mojej skóry, długo szukałam czegoś wpadającego w pomarańczowy, co jednocześnie nie przemieni mnie w chodzącą mandarynkę.


Na zdjęciach kolor wydaje się mało intensywny, wyblakły, ale niech Was to nie zmyli ;) Róż naniesiony na skórę twarzy, ma wyraźny nasycony kolor. Niestety straaasznie pyli, albo ja mam po prostu nieodpowiedni pędzel. W składzie mamy witaminę E, która teoretycznie ma wygładzać i odżywiać skórę. Osobiście bardzo wątpię, żeby róże miały jakikolwiek wpływ na stan naszej skóry ;) Uwielbiam opakowania Catrice. Proste, plastikowe ale wytrzymałe, dzięki któremu od razu widać jaki kolor kupujemy. Cena naprawdę niewysoka. Jeśli miałabym porównywać Catrice Apropos Apricot z moimi innymi różami, lepiej wypada jedynie Sleek, który faktycznie daje na twarzy piękną poświatę, ale jest trochę bardziej różowy, Recenzja Sleeka TUTAJ .


Plusy:

  • piękny odcień
  • dość trwały
  • tani
  • ciekawe opakowanie
Minusy:
  • cholerne drobinki ;P
Oceniam na 4+.

2015-05-02

Egzamin zdaje... Żel do mycia twarzy aloes i papaja Orientana..


Dziś sobota z Orientaną! Tym razem nie jest to krem ani tonik, ale żel do mycia twarzy. Produkt, którego nigdy nie miałam i długo zastanawiałam się nad zakupem ze względu na jego dość wysoką cenę. Postanowiłam sobie, że zmienię kosmetyki na bardziej naturalne, a jak wiadomo Orientana słynie z produktów o naturalnym składzie. Cóż, 35 zł za żel do mycia twarzy to dość sporo, z drugiej jednak strony, analizując skład żelu, wiem za co płacę.

Żel do mycia twarzy z drobinkami ryżu, które delikatnie i dokładnie oczyszczają skórę w sposób naturalny. Nie zawiera SLS/ SLES. Bogaty w ekstrakty roślinne. SKŁAD: woda, sok z aloesu, gliceryna, drobinki ryżu, ekstrakt z korzenia lukrecji , ekstrakt z korzenia żeń-szenia indyjskiego, karbomer, ekstrakt z owocu papai, ekstrakt z szafranu, Polysorbate 20 (z oleju kokosowego), wodorotlenek sodu, betakaroten, kwas cytrynowy, benzoesan sodu (z jagód), sorbinian potasu ( z jagód).

W butelce mamy 205 ml, czyli jak na żel do mycia twarzy raczej niewiele, szczególnie, że produkt nie jest super wydajny. Żel jest właściwie bez zapachu, ma konsystencję gęstej galaretki, z drobinkami. Drobinki się nie rozpuszczają, ale w żaden sposób nie podrażniają skóry. Można mieć natomiast problem z ich dokładnym spłukaniem.  Biorąc pod uwagę świetny skład, żel powinien działać cuda, z doświadczenia jednak wiem, że z moją skórą bywa różnie ;)


Potrzebowałam żelu, który dokładnie oczyści skórę, a jednocześnie jej nie wysuszy, jak większość moich produktów do mycia twarzy. Orientana niestety w 100% nie spełniła moich oczekiwań. Żel ma bardzo przyjemną konsystencję, a myjąc nim twarz mam wrażenie, że używam serum nawilżającego, a nie produktu do mycia. Nie pieni się, jest delikatny dla oczu. Drobinki są dość mocno wyczuwalne ale nie podrażniają skóry. Spokojnie mogę zostawić żel na twarzy trochę dłużej, mam wrażenie, że wtedy nawilża, koi i wygładza jeszcze lepiej. Niestety z oczyszczaniem jest dużo słabiej. Produkt nie oczyszcza dogłębnie porów. Drobinki dość dobrze peelingują, skóra jest jakby wypolerowana, ale dla mnie to zbyt słabe działanie. Z drugiej jednak strony,od takiego produktu nie powinnam raczej oczekiwać działania porównywalnego z mydłem Alepp. Prawdopodobnie kupię ponownie żel z Orientany  żeby używać go naprzemiennie z mydłem Alepp. Myślę, że dla cery suchej, żele z Orientany będą produktami idealnymi. Ja jako posiadaczka cery tłustej z niedoskonałościami, muszę także sięgać po produkty silniej oczyszczające.


Plusy:

  • pięknie nawilża
  • koi
  • nie podrażnia
  • idealny dla suchej i podrażnionej skóry
  • przyjemna konsystencja
Minusy:
  • troszkę za słabo oczyszcza
Oceniam na 4.

2015-04-19

Egzamin zdaje... Korektor Astor Perfect Stay.


Niestety moje sińce pod oczami osiągnęły apogeum.  Zapewne spowodowane jest to wiecznym stresem, który funduje mi moja praca, a ostatnio także różne inne wydarzenia. Jak walczyć z tym paskudztwem? Najlepiej byłoby zwalczyć przyczyny, ale na tę chwile pozostaje mi jedynie zakup dobrego korektora ;) Astor Perfect Stay poznałam oczywiście, dzięki innym blogerkom. Opinie były zazwyczaj dobre, lub bardzo dobre, dlatego zdecydowałam się wypróbować korektor. Produktu mamy 6,5 ml, zamknięte w opakowaniu z aplikatorem- gąbeczką. Tradycyjne, ale całkiem fajne rozwiązanie, dzięki któremu produkt się nie wylewa i szybko oraz precyzyjnie się go aplikuje. 

Opis produktu: Korektor Perfect Stay 24H Concealer +Primer pomoże Ci ukryć niedoskonałości i cienie pod oczami oraz rozświetli okolice oka. Zawartość bazy pod make-up zapewnia trwałość do 24 godzin. Ekskluzywna formuła z bazą w składzie optymalnie przygotuje skórę pod makijaż. Dzięki odpornej na ścieranie formule, tylko jedna aplikacja wystarczy, aby pokryć niedoskonałości i cienie pod oczami na cały dzień. Poręczny aplikator zapewnia perfekcyjne, a za razem łatwe nakładanie kosmetyku. 


 Moja karnacja jest jasna, ale raczej wpadająca w żółte tony. Dobór koloru podkładu graniczy z cudem, ponieważ każdy jest za różowy, za ciemny, lub przeciwnie za jasny. Podobny problem mam z korektorami. niestety i w tym przypadku nie udało mi się dobrać koloru idealnie. Mam Perfect Stay w najjaśniejszym odcieniu i jednak jest dla mnie odrobinę za jasny. Wydawać by się mogło, że taki jasny odcień, doda skórze pod oczami świeżości, według mnie efekt jest zupełnie odwrotny. Jeśli nałożę za dużo produktu, skóra jest trupio blada i nie wyglądam zdrowo.


Jeśli chodzi o krycie, jest raczej średnie. Cienie delikatnie przebijają przez korektor, co też nie do końca mi się podoba. Produkt jest wprawdzie lekki, ładnie się rozprowadza, nie wchodzi w załamania i nie zbiera się brzydko pod oczami. Trzyma się bardzo długo, właściwie w niezmienionej formie. Mimo tych niewątpliwych plusów najważniejsze jest dla mnie krycie, które w tym przypadku nie jest aż tak powalające, na jakie liczyłam. Korektor w żadnym wypadku nie nadaje się do zakrywania niedoskonałości. Być może sprawdziłby się dobrze jako baza pod cienie. Porównując Astor z Camouflagem z Catrice, pod względem wtapiania się w skórę, wypada znacznie lepiej. Niestety jeśli porównuję krycie, daleko mu do Catrice. Na dole widać wyraźną różnicę w kolorach pomiędzy najjaśniejszym korektorem z Catrice i Astor Parfect Stay. Oczywiście osoby, które lubią lekkie i naprawdę jasne korektory powinny sięgnąć po Astor. Być może jeszcze kiedyś do niego wrócę, w tej chwili mimo ciężkiej formuły, wybieram Catrice,


Plusy:

  • trwały
  • ładnie wtapia się w skórę
  • jest lekki
Minusy:
  • dla mnie za małe krycie

Oceniam na 3+/4-.

2015-03-29

Egzamin zdaje... krem nawilżający Make Me Bio- Garden Rose.



Po odstawieniu toników do twarzy z alkoholem, przyszedł czas na wypróbowanie kremów, o bardziej naturalnym składzie. Kremy nawilżające do tej pory nie stanowiły ważnego punktu w mojej pielęgnacji, Od czasu do czasu sięgałam po jakiś rosyjski specyfik, którego działanie, wcale nie było powalające. Skóra na zmianę była albo bardzo przesuszona, albo tłusta i zanieczyszczona. Na produkty Make Me Bio trafiłam przypadkiem, przeglądając ofertę perfumerii Yasmeen. Zainteresowanych odsyłam również na stronkę Make Me Bio. Według producenta, kosmetyki, które oferują są:

Bezpieczne w użyciu- W porównaniu do innych produktów kosmetycznych, kosmetyki naturalne są bezpieczniejsze w użyciu. Są hipoalergiczne i przetestowane przez dermatologów, aby zagwarantować bezpieczeństwo i skuteczność działania. Ponieważ są one wykonane z naturalnych składników, nie trzeba martwić się o wysypki, swędzenie czy podrażnienia skóry.

PASUJĄ DO WSZYSTKICH RODZAJÓW SKÓRY- Kosmetyki naturalne są idealne dla wszystkich rodzajów skóry. W naszej ofercie znajdują się kremy do cery suchej, tłustej, mieszanej, skłonnej do wyprysków oraz dojrzałej. Dzięki właściwemu skomponowaniu składników stworzyliśmy kosmetyki dla wszystkich rodzajów skóry a wszystkie wykorzystywane przez nas składniki są w 100% naturalne.

NIE SĄ TESTOWANE NA ZWIERZĘTACH- Niektóre konwencjonalne kosmetyki są testowane na zwierzętach w celu zapewnienia, że są one bezpieczne i skuteczne w użyciu. Jednak kosmetyki naturalne nie są jednym z nich. Zamiast tego prowadzone są testy przez specjalistów w laboratoriach z wykorzystaniem profesjonalnych narzędzi i metod badawczych. Dzięki temu nie musieliśmy krzywdzić zwierząt aby mieć gwarancję, że nasze produkty są bezpieczne i skuteczne.

BRAK EFEKTÓW UBOCZNYCH- Niektóre, dostępne na rynku kosmetyki, mogą podrażnić skórę. Mogą powodować blokowanie porów skóry albo nadmiernie ją wysuszać. Stosując naturalne kosmetyki nie trzeba się o to martwić. Wykorzystywanie wyłącznie naturalnych składników gwarantuje, że nie będzie żadnych skutków ubocznych, w związku z tym można je stosować w tak często jak wymaga tego nasze ciało.

Fajne produkty o ciekawych składach, pięknie zapakowane, a do tego polskie. 


Zdecydowałam się na krem do cery suchej i wrażliwej, czyli nie do końca takiej, jaką posiadam. W składzie mamy dużo olejków, a więc teoretycznie krem nie powinien się u mnie sprawdzać. Jak się okazuje, nawet skóra tłusta potrzebuje czasem porządnego odżywienia, a olejki wcale nie muszą szkodzić ;) 
Wyjątkowy krem intensywnie nawilżający do codziennej pielęgnacji skóry. Starannie wybrane naturalne olejki z całego świata skutecznie nawilżą i odżywią suchą i wrażliwą skórę: olej z orzechów macadamia z Australii jest jednym z najlepszych olejów regenerujących skórę, masło mango z Indii ma właściwości zmiękczające i odbudowuje naskórek, olej ze słodkich migdałów tłoczony na zimno z Europy i olejek jojoba z Ameryki doskonale nawilżają i chronią skórę. Natomiast roża i woda z kwiatu geranium ukoją i odświeżą Twoją skórę. Lekka konsystencja i różany zapach sprawią, że pokochasz codzienną pielęgnację!
Składniki/Ingredients (INCI): Rosa Damascena (Rose) Flower Water, Pelargonium Asperum (Geranium) Flower Water, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Macadamia Ternifolia (Macadamia Nut) Seed Oil, Cetearyl Glucoside, Glyceryl Monostearate, Glycerin, Cetyl Alcohol,Tocopherol (Vitamin E), Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil

Krem przywędrował do mnie w uroczym słoiczku, obwiązanym sznurkiem, z doczepioną karteczką z opisem produktu. Zazwyczaj nie zwracam uwagi na opakowania, ale to jest naprawdę ciekawe.  W słoiczku mamy 60 ml produktu, który jest naprawdę wydajny, Konsystencja kremu jest dość zbita, gęsta, a zapach delikatnie różany. 


Przede wszystkim krem nie jest tłusty. naniesiony na twarz jest lekko wyczuwalny, ale nie tworzy nieprzyjemnej, tłustej powłoki. Szybko się wchłania, ładnie rozprowadza. Jest lekki, od razu po nałożeniu na skórę, delikatnie ją wygładza, skóra jest przyjemna w dotyku. Pięknie koi skórę, radzi sobie z podrażnieniami. Używam go głównie na noc, ale zdarzyło się tez kilka razy nałożyć pod makijaż. W takiej roli również sprawdza się bardzo dobrze. Co najważniejsze produkt nie blokuje porów. Jeśli nałożę krem na noc, skóra rano wygląda zdecydowanie lepiej. Jest ładnie nawilżona, jaśniejsza, wygładzona, wygląda zdrowo. Bez problemu można go używać w okolicę oczu. To chyba mój pierwszy krem, który daje zauważalne efekty i na pewno sięgnę po kolejny słoiczek :)


Plusy:

  • wygładza
  • nawilża
  • rozjaśnia skórę
  • koi podrażnienia
  • uelastycznia
  • nie blokuje porów
  • nadaj się również pod makijaż
  • jest wydajny
  • może z powodzeniem zastąpić krem pod oczy
  • świetny skład
Oceniam na 5 :)

2015-03-22

Egzamin zdaje... Tonik do twarzy Orientana- neem i cytron.


Hasło "kosmetyki naturalne" działa na mnie jak magnes. Bez zapoznania się ze składem kosmetyku, potrafię wmówić sobie, że produkt będzie strzałem w dziesiątkę. Musi być, przecież jest naturalny! ;D Oczywiście moja naiwna logika wielokrotnie doprowadziła do wydania pieniędzy, na produkty, które nie były przeznaczone do mojej skóry, ale zachęcały zapewnieniami o byciu "bio", "eko" , "organic". Po kilku nieudanych eksperymentach, postanowiłam nie rzucać się z okrzykiem zachwytu na wszystko co naturalne, ale wybierać takie produkty, które mogą się u mnie sprawdzić. Z Orientaną pierwszy raz zetknęłam się wygrywając konkurs organizowany przez jedną z blogerek. Jak się okazało kosmetyki sprawdziły się u mnie bardzo dobrze, idealnie wpasowując się w potrzeby mojej tłustej skóry.

Moje dotychczasowe toniki do twarzy zawierały w sobie więcej alkoholu, niż drinki z wódką ;))) Bakteriobójcze właściwości toników z pewnością były na najwyższym poziomie, gorzej wypadały jeśli chodzi o nawilżenie skóry. Jak powszechnie wiadomo skóra wysuszona, ma tendencję do produkowania jeszcze większej ilości sebum. 

Przeglądając kosmetyki Orientany, przypadkowo trafiłam na tonik do twarzy z neem i cytronem. Bez alkoholu, a więc idealny dla mnie. Opis kosmetyku był całkiem zachęcający: Delikatny, naturalny tonik bez alkoholu do pielęgnacji twarzy, szyi i dekoltu. Stworzony jedynie z naturalnych składników tonik o wysokiej zawartości ekstraktu z miodli indyjskiej (neem) i cytrona doskonale pielęgnuje cerę tłustą. Neem działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Cytron normalizuje i matuje skórę. Składniki aktywne: Woda różana, ekstrakt z miodli indyjskiej, sok z aloesu, ekstrakt z bazyli, ekstrakt z nagietka lekarskiego, olejek lawendowy, olejek z nasion miodli indyjskiej, ekstrakt z cytrona, ekstrakt z drzewka herbacianego.


Oczywiście musiałam wypróbować ;) 100 ml produktu zamknięte zostało w plastikowej buteleczce z atomizerem. Tonik ma mleczną barwę i nietypowy cytrusowy zapach. Dla niektórych zapach może być męczący, mnie już nie przeszkadza, jest dość orzeźwiający. Tonik sprawdza się bardzo dobrze. Dzięki atomizerowi, można psikać kosmetykiem bezpośrednio na twarz, wmasowując nadmiar. Produkt daje uczucie orzeźwienia, nie wysusza, nie klei się na twarzy, nie blokuje porów, skóra nie przetłuszcza się po nim szybko. Nie zastąpi na pewno kremu nawilżającego, ale fajnie przygotowuje skórę do dalszych zabiegów. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż. Na pewno sięgnę po niego także latem, przechowywany w lodówce, zapewnia skórze ukojenie. Mam także niesamowitą ochotę na inne toniki z tej serii ;) Niestety produkt jest niewydajny, mam go kilkanaście dni, a zużyłam już większą połowę. Mimo wszystko jeśli miałabym inwestować w tonik, którego jest znacznie więcej, jest tańszy, a jednak nie spełnia swojego zadania, wolę sięgnąć po kosmetyki Orientany, nawet pomimo niewielkiej pojemności.

Plusy:
  • nie wysusza
  • odświeża
  • idealny pod makijaż
  • lekki, niewyczuwalny na skórze
  • nie blokuje porów
  • nie przyspiesza przetłuszczania się skóry
Minusy:
  • mała pojemność
  • niewydajny
Oceniam na 5-.

2015-03-15

Egzamin zdają... maski w płatach.


Dzisiaj post dość nietypowy, bo o maseczkach jednorazowych w płatach. Inaczej mówiąc są to maski, które na kilkanaście minut przeobrażają nas w postać z Piątku 13ego (niewtajemniczonych odsyłam TUTAJ). Maski dostępne są właściwie w każdej drogerii, można je zdobyć także w zwykłych marketach, w dziale z kosmetykami. Zazwyczaj kosztują kilka złotych. Ostatnio namiętnie kupuje tego typu produkty, ponieważ jako jedyne dają zauważalne efekty. Oczywiście nie wszystkie, o czym za chwilę ;)


Hydrożelowe płatki pod oczy Prestige Cosmetics- płatki w przeciwieństwie do masek swoja strukturą przypominają cienką i delikatną gumę. Przeznaczone do okolic pod oczami, są odpowiednio wykrojone i zamknięte w szczelnie sklejonej folii. Mają regenerować, odżywiać i rozjaśniać cienie pod oczami. Produkt należy wyjąć z opakowania, przyłożyć pod oczy i pozostawić na 30 minut. Pozostałości żelu można wmasować lub zdjąć. I tutaj pojawia się moje pierwsze pytanie. Nadmiar jakiego żelu??? Płatki są ledwo wyczuwalnie wilgotne, także nie ma mowy o pozostawieniu choćby odrobiny jakiegokolwiek żelu. Jest to dość dziwne, ponieważ tego typu produkty powinny być raczej wilgotne i dawać wrażenie nawilżenia. Owszem po 30 minutach z płatkami, okolice oczu są troszkę bardziej nawilżone i rozjaśnione ale efekty są słabe. Uczucie po użyciu płatków jest przyjemne, skóra jest gładsza, ale tak naprawdę jest to działanie bardzo krótkotrwałe. Gdybym włożyła płatki na chwilę do zamrażarki, efekty mogłyby być lepsze, a zasinienia i opuchlizna na pewno byłyby mniej widoczne. Nie kupię ponownie płatków tej firmy. Oceniam na 3, niby jakieś efekty są, ale bez fajerwerków.


Nawilżająca maska do twarzy Body Club- maska wyprodukowana w Korei. Jak łatwo się domyślić, różni się od pozostałych ;) W komplecie mamy piankę do mycia twarzy, która ma przygotować skórę do dalszych zabiegów, skoncentrowane serum, które ma maksymalnie nawilżyć i maskę w płacie, która również powinna nawilżać i uelastyczniać. Po użyciu pianki, która pachnie niczym detergent do mycia łazienki, skóra faktycznie jest niesamowicie oczyszczona, aż "skrzypi". Serum to lekko lepiący się produkt, który faktycznie nawilża. Niestety moja skóra po użyciu pianki była tak mocno oczyszczona, że nałożenie serum wywołało lekkie pieczenie. Po wchłonięciu serum na twarz nałożyłam maskę i tutaj było już tylko gorzej, Zamiast 20 minut, wytrzymałam jakieś 5, skóra mnie piekła i była czerwona. Co ciekawe, po tym niezbyt przyjemnym zabiegu, twarz była nawilżona, ale lekko się lepiła. Nie kupię ponownie tego produktu, głównie ze względu na reakcje jaką u mnie wywołuje. Oceniam na 3+.


Nawilżająca maska Estetica Czyste Piękno- mój ulubieniec zakupiony w Biedronce, w dziale z kosmetykami. Jako jedyna maska nie powoduje u mnie pieczenia, Płat jest bardzo mokry, co daje bardzo przyjemne uczucie nawilżenia i ukojenia. Polecam maskę przechowywać w lodówce, wrażenie ulgi na skórze gwarantowane. Maska jest świetna, rozjaśnia skórę, nawilża, uelastycznia a okolice pod oczami wyglądają po niej nieziemsko. Opuchnięcia znikają skóra wygląda na młodszą. Skóra może się po niej minimalnie lepić, ale i tak wypada nieporównywalnie lepiej z innymi tego typu produktami. Kupuję regularnie i bardzo polecam, daję 5-.


Mezo maska nawilżająca Bielenda- działanie identyczne jak w przypadku tej koreańskiej. Twarz po niej piecze, robi się czerwona, daje uczucie gorąca. Nie tego spodziewałam się po masce, która ma dawać ukojenie. Myślę, że moja skóra źle reaguje na jakiś składnik obecny w maskach, a maska Estetica musi być jedyną, która tego składnika nie posiada. Być może u innych produkt się sprawdzi , u mnie raczej niekoniecznie. Oceniam na 3+, niby nawilża ale skąd to pieczenie???

Chętnie wypróbuje nowe maski nawilżające, nie obrażę się, jeśli mi coś polecicie ;)

2015-03-08

Egzamin zdaje.... Pomadka Essence-13 Love me.


Reklama dźwignią handlu. Po raz kolejny zdecydowałam się na zakup pomadki, pod wpływem zachęcających reklam i pozytywnych opinii w blogosferze. Szukałam pomadki w kolorze zgaszonego różu i znalazłam w internecie swatche Essence 13 Love me. Wydawało mi się, że to kolor idealny dla mnie. Stwierdziłam, że nie warto sprawdzać koloru w drogerii i bez obaw zamówiłam kosmetyk przez internet. 


Kupowanie przez internet ma swoje niewątpliwe plusy. Można zastanawiać się nad wyborem koloru godzinami, nie martwiąc się wiszącym nad głową ochroniarzem, który ma Cię za potencjalną złodziejkę. Zakupy przez internet można zrealizować wszędzie, nie tracąc czasu na czekanie w kolejkach. Niestety to co widzimy w internecie, nie zawsze zgodne jest z prawdą. W przypadku pomadki z Essence tak właśnie było. Mój wymarzony zgaszony róż okazał się kolorem dość dziwnym. To różowy z domieszką... ceglastego? Taki róż, pomarańcz i czerwień w jednym. Widać to szczególnie na swatchu.


Konsystencja pomadki także niezbyt mi odpowiada. Bardzo trudno uzyskać jednolity, równomierny kolor, pomadka wchodzi w załamania, dziwnie się ściera, szybko zanika. Teoretycznie jest to pomadka matowa, ale nie daje efektu płaskiego matu, jest dość kremowa i powinno się nią łatwo pracować. Niestety efekt jaki daje na ustach jest raczej średni. Zapach kosmetyku jest mało zachęcający, przypomina mi przeterminowane produkty do ust? Zazwyczaj nie wymagam żeby pomadki miały zapach fiołków, ale z drugiej strony, kto chciałby nakładać na usta coś, co najzwyczajniej w świecie śmierdzi? Na pewno nie ja ;p  Porównując Essence z moimi pozostałymi pomadkami, wypada ona dość słabo. Co zabawne pomadka z Be Beauty, która wydaje mi się troszkę wzorowana na pomadkach Essence (wystarczy spojrzeć na opakowanie) okazuje się zdecydowanie lepsza. Kolor utrzymuje się znacznie dłużej, jest bardziej nasycony i przede wszystkim nie wchodzi we wszystkie możliwe załamania ust. Nawet Wibo (za kilka złotych) mimo swojego mokrego wykończenia i marnej trwałości, jest lepsza, ponieważ naprawdę pięknie się rozprowadza i ładnie wygląda na ustach.



Zdecydowanie nie rozumiem zachwytów nad pomadkami z Essence. Wydaje mi się, że w drogeriach jest masa innych kosmetyków do ust, które naprawdę są znacznie lepsze. Następnym razem jeśli będę szukać fajnej pomadki, zdecyduje się na coś z firmy Rimmell, Catrice, NYX lub Bourjois. 

Plusy:

  • niska cena
  • solidne opakowanie
  • duży wybór kolorów
Minusy:
  •  nierównomiernie się rozprowadza
  • wchodzi w załamania ust
  • nie jest trwała
  • wysusza
  • okropnie pachnie
Oceniam na 3-/2+.

2015-03-01

Egzamin zdaje... Kojąca maseczka Planeta Organica.


Rosyjskich kosmetyków ciąg dalszy. Po tajskiej masce, która okazała się niewypałem powinnam chyba odpuścić sobie eksperymenty z rosyjskimi produktami.Oczywiście ciekawość wygrała ;) Szukałam od dawna maseczki do twarzy, która byłaby w stanie porządnie nawilżyć moją twarz, nie podrażnić, i nie spowodować wysypu nieprzyjaciół. Mam raczej mieszaną cerę z tendencją do niedoskonałości. Kiedy traktuje ją Effaclarem w połączeniu z mydłem Alepp, po kilku dniach zaczynam przypominać mumię. Wszystkie kremy nawilżające jakie mam niweczą działanie Effaclara i blokują pory, dlatego najlepszym ratunkiem są maseczki.
Maseczka Planeta Organica (opis ze strony Skarbów Syberii)- stworzona w oparciu o wodę mineralną z Morza Martwego i certyfikowane składniki organiczne, wnika w głąb skóry  przyczyniając się do odnowy jej komórek. Łagodzi podrażnioną skórę, nasyca ją niezbędną wilgocią, czyni ją świeżą i aksamitną. Elastyna wzmacnia skórę od wewnątrz, wygładza i uelastycznia. Morze Martwe jest unikalnym naturalnym źródłem leczniczych soli, bogatym w minerały i pierwiastki, które zapewniają skórze regenerację, tonizują ją i odmładzają. Zalety produktu:
  • nie zawiera parabenów, SLS, GMO, i produktów chemicznych
  • olejki i ekstrakty posiadają certyfikat ECOCERT oraz ICEA  
  • zawiera minerały z Morza Martwego
  • stworzony na bazie wody mineralnej z Morza Martwego
  • zawiera : elastynę
  • organiczny ekstrakt z szałwii
  • olej jojoba


Po przeczytaniu składu, opisu i działania, chciałoby się rzec: będzie hitem! Polecam jednak opisy traktować z przymrużeniem oka, a oceny wystawiać dopiero po użyciu maski. Konsystencja produktu jest żelowa, troszkę klejąca, pachnie raczej delikatnie. Łatwo nakłada się na twarz, pozostawia lepką warstwę. Wydaje się, że powinna naprawdę ładnie nawilżać, ale ja tego niestety nie doświadczyłam. Po kilku minutach od nałożenia, twarz zaczęła mnie piec i przybrałam kolor purpury ;D Moja skóra była bardzo dobrze oczyszczona i myślę, że to także przyczyniło się do dziwnej reakcji. Nie zmienia to jednak faktu, że maska miała łagodzić, niezależnie od tego w jakim stanie jest nasza skóra. Wytrzymałam w masce jakieś 20 minut (rekord życiowy), ale po zmyciu, nawilżenie nie było spektakularne. Pieczenie oczywiście ustąpiło, a kolor wrócił do normy. Nie wiem, czy w taki sposób powinny działać maski nawilżające? Wydaje mi się że nie. Postanowiłam jednak dać jej drugą szansę i użyłam kilka razy jako krem do rąk. Tutaj miłe zaskoczenie, ponieważ w tej roli sprawdza się bardzo dobrze, szczególnie jeśli nałożymy gruba warstwę na noc. Maska powędrowała do mojej przyjaciółki. Zobaczymy jakie efekty da u niej i czy jest to po prostu kiepski produkt, czy też moja skóra jest zbyt delikatna. 

Plusy:

  • przyjemna żelowa konsystencja
  • niska cena
  • wydajność
Minusy:
  • brak działania ;(

Oceniam na 2+.

2015-02-08

Egzamin zdają.... Suche Szampony Batiste.


Do tej pory, słysząc hasło suchy szampon, nie mogłam w żaden sposób zrozumieć jak działa ten magiczny produkt. Nie myje włosów każdego dnia, dlatego nie zawsze wyglądają one idealnie. Moje włosy są przesuszone na końcach, natomiast gładkie i raczej bez objętości u nasady. Czasem nawet tego samego dnia, po myciu, sprawiają wrażenie nieświeżych, własnie przez ich gładkość przy skórze. Wielokrotne mycie nie tylko dodatkowo przesusza moje będące w kiepskiej kondycji końcówki, ale jest wyjątkowo upierdliwe ;) W blogosferze od dłuższego czasu było głośno na temat suchych szamponów.  Ich cena jest porównywalna do szamponów w płynie, więc jakiś czas temu postanowiłam wypróbować tajemnicze specyfiki. Zdecydowałam się na szampon Batiste XXL i Batiste Cherry, oba mające pojemność 200 ml, zamknięte w sprayu. 


Batiste Cherry miał powalić mnie swoim wiśniowym zapachem. Według producenta: Batiste Cherry to zapach radosny, soczyście owocowy. Apetyczna wisienka z nutką retro sprawia, że aż chce się ruszać na podbój świata. Zacznij od deseru – a Batiste Cherry niech będzie wisienką na torcie udanego dnia.
Cóż, zapach jest faktycznie owocowy z pudrową, słodką nutą, ale nie przepadam za nim. Jest wyczuwalny na włosach i po całym dniu, najzwyczajniej staje się męczący. Czy szampon działa? Według mnie jest skuteczny, ale działaniem zdecydowanie różni się od Batiste XXL. Oczywiście zostawia białe ślady, jak każdy suchy szampon, ale po dokładnym wmasowaniu produktu i przeczesaniu szczotką, fryzura wygląda normalnie. Po użyciu włosy są odświeżone, ale dla mnie nie jest to efekt w pełni zadowalający, Moje włosy po użyciu szamponu, wyglądają lepiej, jednak nadal są u nasady bardzo gładkie, niemal śliskie, czego nie lubię. Niestety szampon nie utrzymuje świeżości włosów zbyt długo, po około 5 h przestają wyglądać świeżo, a męczący słodki zapach nadal się utrzymuje. Szampon działa dość przyzwoicie, ale zapach jest zdecydowanie nie dla mnie.
Oceniam produkt na 4-/3+.


Batiste XXL jak sama nazwa wskazuje ma zwiększać objętość włosów i według mnie działa całkiem dobrze. Opis ze strony producenta: Każdy szampon Batiste zwiększa objętość fryzury, ale XXL Volume to maksymalny efekt w mgnieniu oka. Pokochasz go nawet jeśli nie zależy Ci na odświeżeniu włosów, a na łatwej i szybkiej stylizacji. Z tym szamponem można mieć pewien problem, jeśli chodzi o dokładne wmasowanie produktu i wyczesanie go. Włosy stają się sztywne i matowe, ale objętość jest wyraźnie zwiększona na dość długi czas, a fryzura odświeżona. Zapach nie jest słodki, troszkę chemiczny, lekko pudrowy, przypominający mi jakieś perfumy. Zdecydowanie wolę ten zapach, niż naszego wiśniowego poprzednika ;P Mam wrażenie, że szampon delikatnie utrwala fryzurę, także lakier nie jest już potrzebny. Batiste XXL na pewno nie sprawdzi się u osób, które nie lubią mieć szorstkich i matowych włosów. Dla moich ciągle pozbawionych objętości, śliskich włosów, nadaje się idealnie. Mam duże problemy z całkowitym wmasowaniem produktu, ale jeśli mi się to uda, szampon spełnia swoje zadania. Włosy są świeże na długie godziny, a zapach nie jest męczący. 
Oceniam szampon na 4+.


Tak wyglądają szampony psiknięte na rękę. Efekt jest straszny, ale spokojnie, po dokładnym wmasowaniu we włosy, biały osad nie jest widoczny (przynajmniej u blondynek ;P)