Strony

2016-05-08

Egzamin zdają kredki Rimmel Colour Rush


Zakupoholiczka- to idealne słowo, które charakteryzuje mnie, w ostatnim czasie. Promocje w Rossmannie i nowe kosmetyki pojawiające się w drogeriach online, doprowadzą mnie do bankructwa. Uroczyście przysięgłam sobie, że w maju nie kupię już ANI JEDNEGO kosmetyku. Postanowiłam jednak, że skoro mam tyle nowych produktów, dobrze jest podzielić się z Wami moją opinią. Tak więc dzisiaj pomadki w kredce z Rimmel. Dodam, że zakupione na promocji za połowę ceny, a wiec mój grzech nie był aż tak duży ;P


Pomadek w kredce miałam do tej pory niewiele. Trafiły się dwie z Golden Rose, natomiast nie do końca jestem z nich zadowolona. Wysuszają usta i wchodzą w załamania, czego nie lubię. Rimmel oferuje nam kredki, które do matowych zdecydowanie nie należą. Nie wpisuję się w obecne trendy, bo chyba nadal wolę efekt lekko mokrych ust ;P Wykończenie jest delikatnie błyszczące, kredka gładko sunie po ustach. Generalnie uważam, że tego typu produkty zdecydowanie lepiej prezentują się na ustach latem. Trudno odgadnąć czy to intensywny błyszczyk czy zwyczajna szminka. Efekt jaki zapewniają, nie pozwala domyślić się, że to produkt w kredce. Kiedy używam kredki, mam wrażenie, że to balsam nawilżający. Pigmentacja mimo konsystencji, jest intensywna. Produkt nie jest twardy, nieprzyjemny czy tępy. Kredka jest wysuwana, jest jej dużo, wydaje się wydajna. Ciekawy jest zapach kosmetyku- bardzo delikatny, określiłabym go jako lekko budyniowy, słodkawy :)


Kolory jakie wybrałam są bardzo intensywne. W drogerii wydawały się troszkę delikatniejsze, jednak nałożone na usta dają efekt neonowy. Nie każdy lubi, nie każdemu się spodoba. Ja doszłam do wniosku, że takie intensywne kolory całkiem dobrze prezentują się przy bardzo delikatnym makijażu oka i ładnie wyrównanym kolorze skóry. Czasy kiedy widoczny makijaż wzbudzał u mnie przerażenie, dawno minęły, także nawet neonowe kolory nie są mi straszne. W swojej kolekcji mam teraz nr 200 Keep mauving, 110 Make me blush i 100 Give me a cuddle. Jak z trwałością? Całkiem nieźle. Jeśli nic nie jem i nie piję, wytrzymują parę dobrych godzin. Troszkę gorzej w sytuacji kiedy coś jemy. Produkt ściera się głównie ze środka ust, dookoła zostają delikatne obwódki. Dla mnie jest to spory minus, chociaż da się z tym walczyć. Wystarczy mieć ze sobą kredkę do poprawek. Zauważyłam też, że kolor kredki jakby wpija się w usta. Nawet jeśli sama zetrę produkt, to delikatny kolor zostaje. W sumie daje to całkiem fajny efekt, naturalnie zaczerwienionych ust.  


Ogólnie uważam, że to całkiem fajny kolorowy produkt do ust. Wybór odcieni jest naprawdę bardzo duży, trzeba się jednak liczyć z faktem, że większość z nich jest bardzo intensywna na ustach. Zwolenniczkom bezbarwnych ust nie polecam ;) Z trwałością całkiem ok, szkoda tylko, że nierównomiernie się ścierają. W regularnej cenie są dość drogie, warto polować na nie na promocji. 

Plusy:
  • duży wybór kolorów
  • bardzo dobra pigmentacja 
  • przyjemna konsystencja
  • dość trwałe
  • fajny zapach
  • komfort nakładania
  • wydajność
Minusy:
  • ścierają się nierównomiernie
Oceniamy na 4+.

2016-03-28

Egzamin zdaje... bronzer i rozświetlacz z Catrice.


Dochodzę do wniosku, że ktoś, kto wymyślił bronzery, powinien dostać nagrodę specjalną. Kiedyś, gdy moim podstawowym i w sumie jedynym kosmetykiem na co dzień był podkład, nie rozumiałam w jakim celu, powinnam nakładać na twarz bronzer. Bronzer kojarzył mi się głównie z plamami na policzkach w kolorze dojrzałej pomarańczy. Całkiem niedawno odkryłam, że bronzery wcale nie muszą powodować na twarzy karykaturalnego efektu, o ile ich kolor jest dobrze dobrany. I tak zaczęła się moja przygoda z bronzerem NYX w kolorze Taupe, który jest powszechnie znany w blogosferze (zainteresowanych odsyłam TUTAJ).  NYX idealny jest do konturowania twarzy ze względu na swój zimny odcień. Jako, że zbliża się wiosna, postanowiłam, sięgnąć także po kosmetyk, który nada mojej skórze wrażenie lekko opalonej, czego niestety NYX nie jest w stanie zrobić. Tak też w mojej kosmetyczce znalazł się kolejny produkt marki Catrice. Tym razem jest to bronzer połączony z rozświetlaczem.


Kosmetyki zamawiałam przez internet, a więc nie miałam pewności co do koloru. Bronzer zamknięty, wraz z rozświetlaczem w plastikowym pudełku, całkiem solidnym. Szata graficzna jak na Catrice przystało, bardzo minimalistyczna, co mnie osobiście bardzo się podoba. Na odwrocie mamy mini instrukcję, w które miejsca aplikować produkt. Skład również podany na odwrocie opakowania. Wydaje mi się, że znajdziemy tam całkiem przyzwoite składniki typu olej kokosowy, ekstrakt z aloesu, olej jojoba plus masa innych, których najzwyczajniej w świecie nie rozpoznaje. Konsystencja jest całkiem przyjemna, nie jest to bronzer suchy. Pod palcem sprawia wrażenie lekko mokrego, ale nie tłustego. Podobnie jest z rozświetlaczem. Mimo fajnej konsystencji,  trzeba bardzo uważać przy aplikacji i nabierać oba kosmetyki delikatnie. W przeciwnym razie pylą i nagle okazuje się, że są wszędzie, nie tylko na pędzlu ;)


Zdecydowanie trafiłam z kolorem bronzera. Jest cieplejszy od NYXa, ale nie pomarańczowy. NYX wpada w szarość, natomiast Catrice znacznie bliżej do ciepłego brązu. Kosmetyk nie ma w sobie żadnych drobinek, mimo to, efekt jaki daje na skórze nie jest typowym, płaskim matem. Pigmentacja jest naprawdę bardzo dobra. Bronzer bardzo ładnie modeluje twarz, nadając skórze lekko opalony odcień. Wydaje mi się, że w obecnej chwili nadal jestem na niego nieco zbyt blada. Cieplejsze kolory bronzerów, zdecydowanie lepiej komponują się z minimalnie ciemniejszą skórą i podkładem. Jeśli jesteśmy bardzo blade i nadal jesteśmy na etapie najjaśniejszego odcienia podkładu, poczekajmy troszkę na pierwszą wiosenną opaleniznę. Sama używam w tej chwili bronzera bardzo oszczędnie, ale kiedy tylko zmienię kolor podkładu na ciemniejszy, myślę, że i to się zmieni. Trwałość kosmetyków wydaje się całkiem w porządku. Nie wiem jak produkt będzie zachowywał się w upalne dni, natomiast obecną pogodę przetrwa bez problemu.


Rozświetlacza nigdy do tej pory nie używałam. Wychodzę z założenia, że jeśli nie ma się idealnej cery, nie powinno się sięgać po produkty rozświetlające. Jak powszechnie wiadomo, te partie twarzy, które są jaśniejsze są bardziej widoczne. Oczywiście dzięki temu nasza twarz jest bardziej trójwymiarowa, a nie płaska i bez wyrazu. Niestety rozświetlacze mają to do siebie, że podkreślają również wszelkie nierówności skóry, rozszerzone pory, niedoskonałości. Dodatkowo w tego typu produktach często znajdują się niepożądane drobinki. O ile cienie do oczu z drobinkami, są do zaakceptowania, tak rozświetlacz z nachalnym brokatem nadaje się według mnie do wyrzucenia. W przypadku Catrice, nie znajdziemy drobinek- co jest niewątpliwie plusem. Niestety nie jestem przekonana do tego produktu, ze względu na odcień i efekt jaki zapewnia. Catrice daje dość ładną poświatę, jednak daleko mu do efektu tafli na skórze. Do tego odcien rozświetlacza jest zimny, niemal srebrzysty, co według mnie kompletnie nie pasuje do raczej ciepłego koloru bronzera. Dlaczego rozświetlacz nie jest bardziej żółty? No dlaczego? :( Gdyby produkt miał w sobie żółte lub złote tony, prezentowałby się naprawdę dobrze. Tymczasem wątpię, żebym po niego sięgała, być może w ramach eksperymentu. Poniżej rozświetlacz i bronzer z Catrice, w zestawieniu z NYXem.


Bronzer oceniam na 5-, rozświetlacz na 3+.

2016-03-06

Egzamin zdaje róż Freedom Makeup Pro Glow- Pink Cat.



Obsesja na punkcie różu zaczęła się u mnie niedawno. Od dzieciństwa nieustannie słyszałam pytanie dlaczego jestem taka blada. Otóż, taka już moja uroda ;] Natomiast nad urodą zawsze można troszkę popracować,  dlatego w mojej kosmetyczce pojawiło się kilka kolorowych kosmetyków, które ożywiają cerę. Lubię róże z Catrice, świetnie prezentują się na twarzy róże ze Sleeka, miałam parę z Avonu i kilka typowo drogeryjnych. Nie znalazłam jeszcze ideału, natomiast wiem, że zdecydowanie wolę róże lekko satynowe, dające delikatny blask, niż te całkiem matowe. Nigdy nie używałam różu w kremie, ale wszystko przede mną :) Latem zdecydowanie wolę brzoskwiniowe odcienie, bo bywam opalona. Zimą raczej sięgam po produkty w delikatnym różowym odcieniu. Tutaj kluczowe jest określenie "delikatne odcienie". Kupując róż z Freedom Makeup nie przyszło mi do głowy, że może mieć tak bardzo intensywny kolor. Generalnie kosmetyki, których cena plasuje się w granicach kilku złotych raczej nie powalają ogólną jakością. 


Zamknięty w plastikowym, dość dużym opakowaniu bez lusterka, które prezentuje się raczej średnio. Cena kosmetyku to około 10 zł, także z drugiej strony, nie wymagajmy cudów. Sam kosmetyk to mix kolorów- lekko brzoskwiniowego, neonowego różu i jego subtelniejszego odcienia. Konsystencja przyjemna, jakby lekko mokra, jedwabista, co zapewne zawdzięczamy parafinie i silikonowi w składzie. Niestety nie byłam tego świadoma kupując kosmetyk. Z moją skórą muszę uważać na tego typu składniki Oczywiście nie popadajmy w paranoję, różu używam w niewielkich ilościach, wymiennie z innymi, także jeszcze nie zauważyłam negatywnego wpływu na skórę.  


Jak prezentuje się róż? Pigmentacja jest powalająca. Wymieszane ze sobą kolory dają na policzkach baaaardzooo wyraźny, niemal neonowy róż. W sumie nie rozumiem idei mozaiek, w których tak czy inaczej dominuje jeden odcień, Pozostałe kolory zostały pożarte przez odblaskowy różowy. Nie do końca chodziło mi o taki efekt, kiedy zamawiałam produkt. Róż nie ma nachalnych drobinek, natomiast daje lekko świetliste zakończenie, w kierunku srebrnej poświaty. Bez porównania z efektem jaki zapewnia np. róż ze Sleeka, ale trzeba zaznaczyć, że nie jest to płaski mat. Bardzo łatwo jest zrobić sobie plamy a policzkach, dlatego wskazana jest raczej minimalna ilość kosmetyku. Chyba, że lubicie mieć na twarzy wypieki, jak po nocy spędzonej z przystojnym brodzaczem ;D


Róż niestety pyli się niemiłosiernie. Być może ja mam nieodpowiednie pędzle? Nie wiem, natomiast zauważyłam, że kosmetyk po wymieszaniu kolorów pędzlem, jest wszędzie ;] Plusem jest niewątpliwie jego trwałość, na twarzy utrzymuje się dość długo. Nie polecam go osobom, bardzo bladym, ponieważ na policzkach nie będzie wyglądał dobrze. Obecnie nie używam tego różu często, czekam na lato, być może na delikatnie opalonej skórze będzie wyglądał lepiej. Zresztą latem, można sobie pozwolić na trochę szaleństwa z kolorami ;)

Oceniam na 4, trochę nie trafiłam z kolorem, ale trzeba mimo wszystko docenić pigmentację.

2016-01-06

Powrót po długiej przerwie :) Egzamin zdaje pomadka Essence- I feel pretty.

Wracam po długiej przerwie. Na kilka miesięcy straciłam ochotę na prowadzenie bloga. Właściwie nadal nie jestem przekonana, czy notki będą pojawiać się regularnie. Trochę pozmieniało się w moim życiu, niestety w kwestiach zawodowych bez żadnych zmian, Jestem zmęczona, bez wiary i bez motywacji. Dodatkowo mój aparat chyba kończy swój żywot- jakość zdjęć jest coraz gorsza. Może nowy rok będzie dobrym pretekstem żeby wreszcie zacząć działać i przy okazji reaktywować bloga? Zobaczymy. Mam nadzieję, że wkroczyłyście w 2016 z trochę lepszym nastawieniem i spełnicie swoje postanowienia ;)


Parę tygodni temu zrobiłam naprawdę duże zakupy kosmetyczne. Nie mogło zabraknąć kilku pomadek, w tym z firmy Essence. Ostatnio zostałam ogromną fanką bardzo wyrazistych odcieni. Króluje kolor bordowy i wszelkie odcienie wpadające w wiśniowy, a nawet te z lekko fioletowymi tonami. Pomadki w takich kolorach, nieco lepiej prezentują się jeśli wykończenie szminki jest matowe. Niestety ja w matowych pomadkach nie czuję się zbyt dobrze. Zazwyczaj szukam czegoś co delikatnie nawilża usta.


Seria nawilżających pomadek Essence od razu przykuła moją uwagę. Niedawno moja kolekcja kosmetyków do ust znacznie się powiększyła i mam teraz zakaz kupowania nowych. Dla Essence zrobiłam mały wyjątek ;) Duży wybór kolorów, w tym kilka odcieni wpadających w bordo i wiśnię. Cena przyzwoita, dość solidne plastikowe opakowanie, które raczej nie otworzy się w torebce. Pomadki łatwo dostępne stacjonarnie, można je też znaleźć w wielu sklepach internetowych. Ja zdecydowanie wolę robić zakupy przez internet, bieganie z obłędem w oczach po drogeriach, to niekoniecznie moja bajka. Chyba, że jest to zakupowy wypad z przyjaciółką, wówczas mam inne podejście ;)


Pomadka ma lekką, kremową konsystencję, daje uczucie nawilżenia i lekko wilgotnych ust. Nie ma tutaj jednak nachalnego błysku, a usta prezentują się całkiem fajnie, ponieważ dzięki niej nie są wysuszone. Kolor w opakowaniu jest bardzo intensywny, podobnie prezentuje się na ustach. Intensywność koloru łatwo budować nakładając kolejną warstwę, Wydawać by się mogło, że skoro to pomadka nawilżająca, na ustach będzie prezentować się bardzo delikatnie. Szminka ma jednak swoją moc ;) Nie polecam malowania się bez lusterka ;)  Pomadka utrzymuje się na ustach dość długo, a jeśli zaczyna schodzić, nie tworzy nieestetycznych plam. 


Co do koloru- na zdjęciach ma się nijak do rzeczywistości. Poniżej kolor jest różowaśny, w rzeczywistości to piękny odcień dojrzałej wiśni, z minimalnymi tonami fioletu i odrobiną ciemnego różu? Bardzo trudno opisać odcień pomadki, według mnie jest naprawdę oryginalny. Skład wydaje się całkiem przyzwoity, ale jeśli się mylę, możecie mnie poprawiać: RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL, ETHYLHEXYL PALMITATE, POLYBUTENE, OCTYLDODECANOL, CANDELILLA (EUPHORBIA CERIFERA) WAX, POLYETHYLENE, ETHYL VANILLIN, PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE, SODIUM SACCHARIN, AROMA (FLAVOR), BENZYL ALCOHOL, CI 15850 (RED 7 LAKE), CI 19140 (YELLOW 5 LAKE), CI 42090 (BLUE 1 LAKE), CI 77492 (IRON OXIDES), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE). 

Plusy:

  • bardzo przyjemna konsystencja
  • fajny wybór kolorów
  • niska cena
  • dość trwała, jak na pomadkę nawilżającą
Minusy:
  • nie zauważyłam

Oceniam na 5-.

2015-06-28

Egzamin zdają... żele do mycia cery tłustej- Nivea, Ziaja, Garnier.


Mam totalną obsesję na punkcie oczyszczania skóry. Wypróbowałam już chyba wszystkie żele do mycia skóry tłustej i do tej pory nie znalazłam ideału. Ostatnio moja skóra prezentuje się tragicznie (nie pomaga już nawet Effaclar). Zdaję sobie sprawę, że żelem do mycia twarzy niedoskonałości nie zwalczę, ale oczyszczanie jest bardzo ważnym etapem. Bez właściwego oczyszczenia, nawet najlepszy krem nie zadziała. W mojej łazience znalazły się trzy żele do skóry tłustej i każdy z nich mimo, że przeznaczony do tego samego typu cery, działa zupełnie inaczej.


Nivea- Żel do mycia twarzy, Cera mieszana i tłusta.
Konsystencja- Jak sama nazwa wskazuje produkt ma konsystencję żelową, bardzo przyjemną, nie za rzadką.
Zapach- Kocham miłością wieczną ;D Świeży, typowy dla produktów Nivea, nie drażniący.
Oczyszczanie-Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona. Żel bardzo dobrze oczyszcza. Wydawałoby się, że ilość niebieskich drobinek zatopionych w żelu jest zbyt mała, żeby w ogóle mieć wpływ na oczyszczanie skóry. Jednak to nie niebieskie drobiny są tu najważniejsze. W żelu znajduje się masa mikroskopijnych, niemal niewidocznych drobinek, które na zdjęciu poniżej wyglądają jak pęcherzyki powietrza. Pięknie peelinguja skórę i zapewniają uczucie czystości.
Wygładzenie- Dzięki drobinkom wygładzenie jest zauważalne, Nie jest to może super spektakularny efekt jak po peelingu gruboziarnistym, ale całkiem zbliżony.
Matowienie- Hmm... nie wiem czy wpływa na zmniejszenie błyszczenia się twarzy w ciągu dnia (zapewne nie), jednak tuż po użyciu skóra jest ładnie zmatowiona.
Poziom nawilżenia skóry- Zdecydowanie jej nie wysusza, co jest dużym plusem.
Cena- Niewysoka, około 13 zł.
Czy kupię ponownie? Zdecydowanie tak! Świetny żel, dobrze oczyszczający, nie wysuszający, za niewysoką cenę. Oceniam na 5-/4+.


Ziaja, Żel do skóry normalnej, tłustej i mieszanej- Liście manuka.
Konsystencja- Bardzo rzadka, lejąca. 
Zapach- Raczej delikatny, świeży, przypominający trochę zieloną herbatę.
Oczyszczanie- Spodziewałam się rewolucji. Nowy produkt, który nagle pojawił się na blogach i miał zawojować Polskę swoim super działaniem, według mnie jest bardzo przeciętny. Po użyciu żelu, mam wrażenie, że moja skóra nie jest dobrze oczyszczona. Być może osoby ze skóra normalną, będą zadowolone, ja jako posiadaczka skóry tłustej, zadowolona nie jestem.
Wygładzenie- Nie zauważyłam.
Matowienie- Podobnie jak z Nivea, po użyciu skóra jest zmatowiona, później zachowuje się tak jak zazwyczaj.
Poziom nawilżenia- Nie wysusza, jest delikatny dla skóry.
Cena- W promocji kosztuje kilka złotych.
Czy kupię ponownie? Zdecydowanie nie. Oceniam na 3.


Garnier, Czysta skóra, Żel, peeling i maseczka 3w1.
Konsystencja- Gęsta, z drobinkami.
Zapach- Specyficzny, lekko miętowy, dość świeży.
Oczyszczanie- Jako żel oczyszcza dość dobrze, ale mam wrażenie, że nie tak dobrze, jak żel Nivea. Ma w sobie drobinki, co dla mnie jest plusem. Nie polecam jednak używać na podrażnioną skórę- szczypie. Jeśli chodzi o niedoskonałości, faktycznie lekko je wysusza i zmniejsza, szczególnie jeśli używamy go jako maseczkę.
Wygładzenie- Niestety też nie zauważyłam :(
Matowienie- Garnier w tej kwestii sprawdza się najlepiej. Stosowany jako żel, matowi skórę na dość długi czas, jako maseczka, działa jeszcze lepiej.
Poziom nawilżenia- Tutaj niestety słabo... Wysusza skórę i może ją podrażniać. Matowienie kosztem nawilżenia.
Cena- Około 16 zł, jeśli dobrze pamiętam.
Czy kupię ponownie? Kupię, ponieważ do tej pory nie znalazłam innego produktu, który tak ładnie matowi cerę. Oceniam na 4-.

2015-06-13

Egzamin zdaje... Peeling z olejkiem i zieloną herbatą Wellness & Beauty.


Jestem ogromną fanką peelingów. Cukrowe czy solne- ważne żeby dobrze ścierały i nie były delikatne. Jeśli do tego dochodzi fajny zapach i przystępna cena, jestem zachwycona. Ostatnim moim hitem był rosyjski peeling solny, opisywany tutaj. Na mojej półce już dawno nie gościł, żaden porządny ścierak, dlatego korzystając z promocji w drogerii, za zawrotną cenę 9 zł, kupiłam produkt Wellness & Beauty. Marka znana i lubiana, dostępna w Rossmannach, zachwyciła mnie swoimi olejkami do ciała i kąpieli, żelami pod prysznic czy balsamami. Kosmetyki są bardzo tanie, natomiast ich jakość jest naprawdę świetna.


Pomysł na opakowanie, w którym znajduje się produkt- genialny ;D Może momentami mało praktyczny ponieważ do środka łatwo dostaje się woda, ale jestem w stanie to ignorować. W uroczym, szklanym słoiczku zamknięte zostało 300 g peelingu. Cóż, jesli mam być szczera, dla mnie to porcja na 3 razy ;D Generalnie nie umiem używać peelingów w sposób oszczędny, dlatego marzy mi się gigantyczny słój pełen cukrowych lub solnych drobinek. Niestety nie zauważyłam, żeby ktoś wpadł na pomysł produkowania scrubów XXL, a szkoda ;)

Opis kosmetyku: Poczuj się ożywiona ekstraktem z oliwy z oliwek i zielonej herbaty. Niewielkie drobinki peelingujące z naturalnej soli morskiej usuwają łagodnie i gruntownie martwy naskórek i pobudzają mikro cyrkulację skóry. Skóra staje się miękka i jedwabista w dotyku. Skład: Maris Sal, Ethylhexyl Stearate, Olea Europea Fruit Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum, Camelia Sinensis Leaf Extract, Glycol, Tocopherol, CI47005, CI61570, CI16255, Butylphenyl, Methylpropional (Lilial), Linalool. (26.03.2015)


 Peeling Wellness & Beauty nie jest dla każdego. Mnie jego działanie w pełni satysfakcjonuje, ale nie wszyscy lubią jeśli produkt po spłukaniu, tworzy na skórze powłokę. Drobinki ścierają całkiem mocno, nie rozpuszczają się zbyt szybko w wodzie. Przed nabraniem porcji, dobrze jest wymieszać peeling, ze względu na oliwkę, która gromadzi się na górze. Myślę, że jest to super rozwiązanie dla szorstkiej skóry, która poza złuszczeniem, potrzebuje solidnej porcji nawilżenia. Oliwka tworzy na skórze, nieprzepuszczalną warstwę, której nie można spłukać wodą. Po osuszeniu ręcznikiem, skóra nie jest jednak tłusta ale idealnie nawilżona, gładka i pachnąca. Co do zapachu- jest naprawdę mocny i dość specyficzny. Według mnie idealny na lato, z bardzo mocno wyczuwalnym aromatem zielonej herbaty, lekko słodkawy, ale jednak świeży. Po użyciu peelingu, skóra pachnie przez długie godziny, podobnie jak cała nasza łazienka ;)


Plusy:

  • ciekawy herbaciany zapach
  • świetnie ściera
  • nawilża, wygładza skórę
  • tworzy barierę ochronną na skórze
  • bardzo dobra cena
  • urocze szklane opakowanie-słoiczek

Minusy:
  • mało wydajny
Dla mnie świetny produkt, oceniam na 5-.

2015-05-24

Egzamin zdaje... pomadka Bourjois Rouge Edition Velvet.


Pierwszym pytaniem jakie zadałam sobie, widząc pomadkę z Bourjois w obniżonej cenie, brzmiało: "Czy faktycznie jej potrzebuję???". Po krótkiej chwili intensywnego myślenia, doszłam do wniosku, że oczywiście zupełnie nie jest mi potrzebna, ponieważ: a) nie lubię pomadek w wyraźnych odcieniach b) często mam wysuszone usta, c) kolor nie do końca mi odpowiada, d) nawet za połowę ceny, to duży wydatek. Kierując się więc swoją pokręconą logiką, zakupiłam pomadkę, na przekór wszystkiemu ;D 


Nowa pomadka od Bourjois z matowym wykończeniem i intensywnymi kolorami, o lekkiej, przyjemnie nakładającej się formule, której nie czuć na ustach, nie wspominając o łatwej aplikacji, poczuciu komfortu na ustach i 24 godzinnej trwałości…Rouge Edition Velvet ma niewiarygodną formułę, która tuż po aplikacji sprawia wrażenie lakieru do ust, ale po nałożeniu przemienia się w pięknie matową, jedwabiście gładką i lekką teksturę , która wygląda glamour i sexy! Prawdziwe odkrycie!
Ukośnie ścięty aplikator w formie gąbeczki sprawia, że pomadkę nałożysz łatwo i precyzyjnie. Rewelacja! Niewiarygodnie zmysłowa jakość Rouge Edition Velvet pozwala cieszyć się lekkością efektu „drugiej skóry”. Utrzymanie nawilżonych ust jest głównym zadaniem wszystkich pomadek Bourjois . Subtelnie matowe usta: TAK! Ale nie ma mowy by usta wysuszały się po kilku godzinach!

Wzbogacona w czyste pigmenty i lotne olejki, formuła gwarantuje kolor, lekkość i daje poczucie ekstremalnego komfortu, a pomadka długo utrzymuje się na ustach. Aby wykonanie makijaży było jeszcze prostsze, Bourjois stworzyło ukośnie ścięty aplikator w postaci gąbeczki ze zbiorniczkiem, który pozwoli Ci szybko i łatwo pomalować usta. Dzięki Rouge Edition Velvet możesz uzyskać taki poziom matowego i nasyconego koloru na jaki tylko będziesz mieć ochotę, wystarczy że nałożysz odpowiednią ilość formuły. Żadnych wysuszonych linii, ani śladów po pomadce! Pomadka nie rozmazuje się i zapewnia jednolite krycie.


Sugerując się powyższym opisem ze strony, można stwierdzić, że pomadki to jakaś rewolucja na rynku i żaden kosmetyk nie jest w stanie im dorównać. Z niektórymi zapewnieniami zgadzam się w 100 %. Pomadka jest niewyczuwalna na ustach. Początkowo ma gładką, kremową formułę, jest lekko mokra, po chwili efekt ustępuje i można cieszyć się matowym wykończeniem. Produkt zastyga na ustach, ale nie tworzy nieprzyjemnej, wyczuwalnej warstwy. Nigdy nie miałam pomadki, która po nałożeniu na usta zachowywałaby się podobnie. Niestety pomadka nie zawsze nakłada się równomiernie. Jeśli nie mam zadbanych ust, nawet po nią nie sięgam, ponieważ podkreśla niedoskonałości. Efekt jaki daje, można stopniować. Mnie zazwyczaj wystarcza lekkie wklepanie jej w usta, wtedy wygląda bardzo naturalnie. Gruba warstwa zapewnia bardzo wyraźny, przybrudzony, różowo-bordowy odcień. Kolor bardzo trudno jest opisać, ponieważ w zależności od ilości warstw i światła, wygląda inaczej, Na zdjęciach pomadka wpada bardziej w rózowy, natomiast w rzeczywistości kolor jest ciemniejszy, bardziej brudny. Mam pomadkę w odcieniu 07 Nude-ist, proponuję jednak nie sugerować się przy zakupie, nazwami. Spodziewałam się bardziej neutralnego koloru, tymczasem jestem posiadaczką pomadki, której gruba warstwa, w połączeniu z moją bladą skórą, daje efekt nieco wampiryczny ;D Aplikator faktycznie jest przyjemny w dotyku i można dzięki niemu wykonać precyzyjny makijaż. Produkt nie wylewa się z opakowania, które jest dość proste, ale solidne. Co do trwałości, 24 h nie wytrzyma, nie okłamujmy się, chociaż gruba warstwa przetrwa długie godziny. Nie zgodziłabym się także, z tym, że w ogóle nie wysusza ust. Jak każda matowa pomadka, noszona przez większość dnia, lekko wysuszy, ale jest to do przejścia.


Plusy:

  • trwałość
  • napigmentowanie
  • konsystencja
  • komfort noszenia
  • precyzyjny aplikator
Minusy:
  • nie zawsze rozprowadza się równomiernie
  • może wchodzić w załamania ust
  • może lekko wysuszać
Daję 4+/5-, ze względu na fakt, że kolor nie do końca do mnie pasuje.

2015-05-17

Egzamin zdają... lakiery Catrice.


Nie jestem lakiero-maniaczką, ale kiedy zobaczyłam ten idealnie delikatny róż, odpłynęłam ;D Przez kilka najbliższych postów, będę męczyć produkty, które zamówiłam na Cocolicie, a lakiery z Catrice, właśnie do nich należą. Za zawrotną cenę 10 zł otrzymujemy dwa lakiery o pojemności 10 ml, czyli całkiem dużej. Zestawy kolorystyczne są skomponowane w taki sposób, aby lakiery można ze sobą łączyć i tworzyć ciekawy manicure. Zdecydowałam się na raczej uniwersalne kolory, ale wybór był dość duży, ciekawie wyglądało także połączenie krwistej czerwieni i złota.


Ja naprawdę nienawidzę malować paznokci, o tworzeniu wzorów, naklejaniu aplikacji, nie ma nawet mowy. Lakier ma spełniać swoje podstawowe zadanie, czyli zapewniać efekt zadbanych dłoni i długo się utrzymywać. Kupując lakiery z Catrice, zależało mi raczej na kolorze różowym, natomiast jego brokatowy brat, miał być tylko dodatkiem. Postanowiłam jednak nieco się wysilić i wypróbować go, na dwóch paznokciach (tak, tak aż dwóch ;D.


O ile z różowego lakieru jestem bardzo zadowolona, tak efekt, który daje brokatowy koleżka, jest średni... Wyobrażałam sobie, że brokat pokryje całą płytkę, natomiast dopiero po 3 warstwie, drobiny są mniej więcej równomiernie rozłożone. Po jednej warstwie,  na paznokciu smętnie błąka się jeden lub dwa miniaturowe cekiny, które niemal wołają do mnie "co zrobiłaś z resztą?!". Otóż ja nic nie zrobiłam, to wina lakieru i pędzelka, który nabiera za mało błyszczących drobinek ;) Mimo wszystko uważam, że zestawienie tych dwóch lakierów i sprzedawanie ich jako komplet, to fajny pomysł. Wytrwali na pewno będą w stanie wyczarować na paznokciach coś bardziej pomysłowego niż ja. Drobinki, mimo że w buteleczce wyglądają nieco lepiej niż na paznokciach, pięknie się mienią i ładnie odbijają światło. Myślę, że dobrze wyglądałoby połączenie ich również z czarnym lub białym lakierem.


Trwałość lakierów jest bardzo dobra, spokojnie wytrzymuje 4, 5 dni. Wykończenie nie jest matowe, ale nie jest to także powalający blask. Wysychają na paznokciach dość szybko, nie są gęste, pędzelki są długie, dość łatwo i szybko się nimi maluje.

Plusy:

  • ciekawe zestawienia kolorów
  • trwałość
  • duża pojemność
  • niska cena
Minusy:
  • upośledzone drobinki ;D
Generalnie jestem zadowolona z zestawu i daję 5- nawet, mimo upośledzonych drobinek ;P